Tę historię opowiedziała mi moja przyjaciółka Marysia, która pracowała w sklepie spożywczym. Od jakiegoś czasu codziennie widywała chłopca, który siedział przy budynku i prosił przechodniów o jedzenie.
Pewnego dnia pogoda była na tyle okropna, że nie dało się wyjść z domu bez parasola, ale nawet pomimo tego chłopiec niewzruszony pozostał na swoim miejscu. Był przemoczony i widocznie zmarznięty, więc kobieta zaprosiła go do środka. Dała mu gorącą herbatę, swoje kanapki, które przyszykowała wcześniej do pracy i pozwoliła dziecku się ogrzać.
Mikołaj, bo tak się nazywał chłopiec, opowiedział o swoim trudnym życiu. Wyjaśnił Marysi w sklepie, że mieszkał z rodzicami i siostrą, ale sytuacja nie była najlepsza. Małżeństwo uwielbiało pić, przez co cały czas brakowało pieniędzy na jedzenie. Chłopiec był zmuszony, aby codziennie prosić o jedzenie innych ludzi.
Mikołaj podziękował kobiecie za jej dobroć i odszedł. Następnego dnia wrócił. Przyniósł dwa jabłka i kwiat. Powiedział, że to jedyny sposób, w jaki mógł jej podziękować za to, co dla niego zrobiła. Marysia prawie się rozpłakała i przez dłuższą chwilę nie była w stanie nic powiedzieć. Po prostu przytuliła chłopca. Od tego czasu kobieta codziennie szykowała więcej jedzenia do pracy, aby podzielić się z Mikołajem, który każdego dnia witał ją z pełnym wdzięczności uśmiechem.
To wzruszające, kiedy ludzie, którzy nie mają wiele, dają najwięcej.



