Dzieci dorastały bez matki, ale pewnego dnia wszystko się zmieniło

Dzieci dorastały bez matki, ale pewnego dnia wszystko się zmieniło

Będąc w ciąży z trzecim dzieckiem postanowiłam spędzać więcej czasu z rodziną, co wymagało dużej zmiany…

Dla mnie idealne życie zawsze wiązało się z tym, by nigdy nie być daleko od moich dzieci i widzieć, jak się bawią i rozwijają. Tak też dorastałam – moi rodzice byli rolnikami, nasz dom był na wsi i stał niedaleko pól uprawnych, a moje dzieciństwo mijało między szkołą a zajmowaniem się zwierzętami, które hodowaliśmy na pobliskiej farmie. Bardzo lubiłam przebywać z rodzicami, głaskać i karmić zwierzęta. Mój tata mówił: „Kasia zostanie weterynarzem.”

Bardzo zajęta i bardzo…niezadowolona

Życie jednak potoczyło się inaczej – w wieku 21 lat rozpoczęłam karierę zawodową w sektorze bankowym, który był zupełnie odległy od świata zwierząt. Jeszcze mniej miał wspólnego z rolą matki. Już miałam dwoje dzieci – 5-letniego Krzysia i 3-letnią Elę. Potem zaszłam w trzecią ciążę i miałam urodzić córeczkę.

To napełniało mnie szczęściem, ale też niepokojem. Nie widziałam, jak będę mogła pogodzić opiekę nad dziećmi z moją codzienną pracą, która zaczynała się wcześnie rano trwała do 18-19 wieczorem. Nie mogłam sama odbierać dzieci z przedszkola. Wracałam późno, nie miałam ani czasu, ani energii na pełnowartościowy kontakt z nimi. Miałam 32 lata, mieszkałam z drugim mężem, który troszczył się o moje dwoje dzieci jak o własne.

Pomimo tego, że sam też był zajęty bawił się z nimi, gotował dla nich, dbał o całe gospodarstwo domowe. Tymczasem mój entuzjazm do pracy w banku stopniowo gasł – lubiłam kontakt z klientami, ale z biegiem lat widziałam, jak automaty coraz bardziej dominują w kontaktach, a ja sama zaczynałam czuć się jak maszyna. Poprosiłam przełożonych o możliwość pracy na pół etatu, by mieć jeden wolny dzień w tygodniu. Odmówiono mi. Wtedy zdałam sobie sprawę, że czas na zmianę.

Dobre pomysły przychodzą niespodziewanie

Ale co mogłam zrobić? Okazało się, że najlepsze pomysły przychodzą w najbardziej niespodziewanych okolicznościach. U mnie to zdarzyło się, gdy wyczesywałam sierść mojego psa. W domu mieliśmy trzy koty i dwa psy. Pomyślałam, jak bardzo je kocham i że to chyba pozostałość po moim marzeniu o pracowaniu jako weterynarz.

Oczywiście było już za późno, by rozpocząć takie długie studia, a przy dzieciach to nie było możliwe. Jednak były inne sposoby na kontakt ze zwierzętami i przekształcenie tego w sposób na życie. Zawołałam Jurka i powiedziałam: „czy myślisz, że moglibyśmy otworzyć hotel dla zwierząt?”. Sama byłam zaskoczona tym, co powiedziałam, ale to miało sens, a Jurek mnie poparł!

W tym czasie budowaliśmy nowy dom. Mieliśmy mieć dwa garaże i pracownię dla mojego męża. Projekt został zmieniony i cała ta przestrzeń stała się naszym hotelem dla zwierząt. Dokładnie przestudiowałam organizację takiego miejsca, skontaktowałam się z organami sanitarnymi, uzyskaliśmy certyfikat i po sześciu miesiącach mieliśmy pierwszego klienta!

Bez żalu porzuciłam bank i z entuzjazmem zajęłam się nową działalnością. Mój mąż był przy mnie i pomagał, kiedy i jak tylko mógł. Przede wszystkim czułam jego moralne wsparcie i wiarę w to, że sobie poradzimy.

Szczęście bez poczucia winy

Dziś sprawy rozwijają się dobrze. Klientów jest coraz więcej, a ludzie od razu widzą, że ich zwierzęta czują się w moich rękach doskonale. Kiedy dzieci nie są w szkole lub przedszkolu, zawsze są obok, a moje nieznośne poczucie winy wobec nich opuściło mnie na zawsze.

Mój dom zawsze jest czysty, lodówka pełna, a wieczorem witam rodzinę ciepłym posiłkiem. Ponadto zarabiam dobrze, więc finansowo nie mam powodów do żalu. Odzyskałam spokój i moje rodzinne szczęście jest pełne!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 2 =

Dzieci dorastały bez matki, ale pewnego dnia wszystko się zmieniło