Przez całe życie obchodziłam urodziny dość skromnie, w gronie rodziny, chociaż zawsze marzyłam o wielkim przyjęciu z rozmachem. Zawsze jednak brakowało na to pieniędzy, przez co nie byłam pewna, czy to moje marzenie w ogóle kiedykolwiek się spełni.
Któregoś dnia podzieliłam się swoimi przemyśleniami z przyjaciółką, a ona się roześmiała:
– Też chcę posiedzieć z rodziną i przyjaciółmi w urodziny w restauracji, przy muzyce, dobrym winie i jedzeniu… Teraz na to oszczędzam, bo chcę w dobrym stylu przejść na emeryturę.
Pomyślałam, że to rzeczywiście jest dobra opcja. Do emerytury zostało mi jeszcze siedem lat, więc tyle czasu wystarczy, żeby odłożyć na cudowne przyjęcie w restauracji. Zaczęłam więc przelewać pieniądze z każdej pensji na lokatę, a żeby nie ulec pokusie i nie wyjmować stamtąd pieniędzy, wybrałam taką lokatę, z której po prostu prze określony czas nie da się wybrać żadnych pieniędzy.
Czas mijał, pieniądze się odkładały, a ja cieszyłam się, że powoli zmierzam do celu i podziękowałam koleżance za podsunięcie mi tego pomysłu.
Kiedy syn skończył osiemnaście lat, rozwiedliśmy się z mężem i pojawił się u mnie syndrom porzuconego gniazda. Rozwiedliśmy się bez awantur i potem odnosiliśmy się do siebie jak do starych znajomych.
Pięć lat minęło niepostrzeżenie, syn obronił magistra i planował ślub. Jak zwykle w przypadku młodych rodzin jednym z głównych pytań było to dotyczące tego, gdzie młodzi zamieszkają. Mój były mąż wykonał jednak bardzo hojny gest i przekazał w prezencie młodej parze klucze do dwupokojowego mieszkania, które odziedziczył po ciotce. Młodzi ludzie byli bardzo szczęśliwi, a rodzice panny młodej wiedząc, jaki prezent da ojciec pana młodego, w całości pokryli koszty ślubu i wesela. Mnie powierzono organizację całej imprezy, a także przekazałam młodej parze kopertę ze skromną kwotą pieniędzy.
Po pewnym czasie syn powiedział, ile mają pieniędzy z kopert i ogłosił, że z Natalią chcą kupić samochód. Wybrali dobry samochód zagraniczny z salonu, więc nie starczyło im pieniędzy, ale syn był optymistą i uznał, że uda się im odłożyć. Podczas tej rozmowy również byłam przepełniony jego optymizmem i powiedziałam, że jeśli będzie to możliwe, to im pomogę.
Minęły trzy lata. Nasza młoda rodzina nadal nie mogła kupić samochodu, bo odkładanie im nie szło. W międzyczasie jeździli na wakacje, bawili się i kupowali drogie ciuchy, dlatego nic dziwnego, że to zbieranie szło im tak powoli. Co innego moja lokata z pieniędzmi…
W końcu przyszedł ten moment, że rozesłałam zaproszenia do wszystkich, których chciałam zobaczyć na mojej urodzinowej imprezie i zarezerwowałam restaurację. Zaproszenia wysłałam w ostatniej chwili, a gdy syn i synowa je otrzymali, to nawet trochę się zaśmiali i zapytali, po co taka oficjalność, skoro pamiętają o tej dacie. Nie wiedzieli, że oprócz nich do restauracji zaprosiłam jeszcze dwadzieścia pięć osób.
Menu na moim przyjęciu było wspaniałe, a przekąski i napoje były na najwyższym poziomie. Była muzyka na żywo i wszystko było cudowne. Tylko dwie osoby nie bawiły się się dobrze – mój syn i synowa. Wiedzieli, ile to będzie kosztować i widać było, że mają mi za złe to, iż te pieniądze zostały zainwestowane nie w ich samochód, ale w moje urodziny.
W restauracji nie zwracałam na nich specjalnie uwagi, bo rozmawiałam i bawiłam się z innymi gośćmi, ale już następnego dnia zadzwonił do mnie syn i poruszył bolesny dla niego temat:
„Mamo, obiecałaś nam pomóc z samochodem, ale wydałaś dużo pieniędzy na swoje przyjęcie. Wydałaś pieniądze po to, aby jacyś mało bliscy Ci ludzie jedli i pili za Twoje! Naprawdę nie mogłaś się bez tego obejść?!”.
Mój dobry nastrój wyparował, ale odpowiedziałam wprost:
– Tak, synu, tego potrzebowałam, całe życie marzyłam o takim czymś i w końcu mogłam to spełnić. Jeśli chodzi o samochód, to Wam pomogę, ale chyba nie myślałeś, że kupię Ci go sama?
Syn poczuł się urażony moją odpowiedzią i powiedział, że nie potrzebuje już mojej pomocy.
Nie mamy ze sobą kontaktu już od dwóch miesięcy. Nie czuję się winna, że wydaję moje własne oszczędności według własnego uznania, tym bardziej, że sama na to oszczędzałam, a syn nie chce zrozumieć, że miałam do tego prawo. Mam nadzieję, że kiedyś zmieni zdanie.



