Mam obecnie 33 lata i już od dawna jestem całkowicie samodzielna. Od paru już lat nie rozmawiam z rodzicami. Im zresztą kiedyś to także pasowało, ale teraz nagle zmienili zdanie. Kiedyś mieli mnie gdzieś, a teraz nagle się mną interesują. Czego ode mnie chcą? Nie wierzę, że odzywają się bezinteresownie.
Moi rodzice zawsze mieli ze mną „spokój”, ponieważ moim wychowaniem zajmowali się tak naprawdę moi dziadkowie. W tym czasie rodzice pracowali, podróżowali po Polsce i świecie, a także spędzali czas razem ze znajomymi i przyjaciółmi. Nigdy mnie nigdzie ze sobą nie zabierali, żyłam obok nich.
– Nikt z naszych przyjaciół czy znajomych nie ma dzieci, czułabyś się tam źle. Mówię Ci, strasznie byś się nudziła, a nam popsułabyś zabawę.
– Mamo, zajmij się Żanetą. My jedziemy na urlop, ale nie wiem, kiedy dokładnie wrócimy.
Takie właśnie wymówki ciągle słyszałam od rodziców, którzy w ogóle nie poświęcali mi czasu. Wszystkiego, co trzeba robić w domu, nauczyłam się od babci i jej zawdzięczam całą wiedzę o życiu. Dziadek z kolei zawsze odrabiał ze mną pracę domową i pomagał mi przygotowywać się do sprawdzianów. Nie pochodzę z bogatej rodziny, rodzice mieli średnie dochoty.
To dziadkowie przyprowadzali mnie na lekcje do szkoły, chodzili na wywiadówki. To z nimi spędzałam wszystkie święta i każde moje urodziny. Rodziców wtedy nigdy przy mnie nie było, czasami zapominali mi nawet złożyć życzenia przez telefon. Kiedy ja przygotowywałam się do rozpoczęcia studiów, moi rodzice opalali się na Krecie i nawet nie wiedzieli, że się dostałam na mój wymarzony kierunek. Dziadkowie ciągle mi powtarzali, że rodzice na pewno mnie kochają, tylko potrzebują odpoczynku, albo akurat mają dużo pracy. Chciałam im wierzyć, ale rzeczywistość była inna.
Jako studentka została sierotą, a raczej tak się czułam. Najpierw zmarła babcia, niedługo potem dziadek. Bardzo trudno było mi pogodzić się z ich stratą. Moi rodzice przyszli na pogrzeb, ale nawet do mnie nie podeszli, aby mnie pocieszyć. Tak naprawdę dopiero na koniec zamieniliśmy kilka chłodnych słów. Ich widok bardzo mnie zabolał, był między nami ogromny konttrast – gdy ja płakałam, oni stali spokojnie, jakby chowali sąsiada, a nie matkę.
Wtedy nie mogłam już tego znieść i powiedziałam im, że są po prostu okropni i nie ma w nich nic ludzkiego. Nie odpowiedzieli mi nic, tylko kpiąco się uśmiechnęli. Po dziadkach odziedziczyłam mieszkanie. Nie chciałam wracać do rodzinnego miasta, w którym do tej pory mieszkają moi rodzice, więc zdecydowałam się je sprzedać i kupić mieszkanie w stolicy, gdzie wcześniej studiowałam, a teraz pracowałam.
Kiedy mama i tata dowiedzieli się o tym, oburzyli się i zażądali, żebym dała im połowę pieniędzy z jego sprzedaży. Oni są mi jednak zupełnie obcy i skoro dziadkowie tak postanowili, to najwidoczniej nie zasłużyli na spadek.



