Zawsze starałam się doskonale wykonywać swoją pracę i wszelkie obowiązki. Kiedy jeszcze uczyłam się w szkole, to w momencie, gdy dostałam czwórkę, tzwykle dręczyłam nauczyciela o możliwość poprawki lub dodatkowego przygotowania jakiś materiałów, aby móc poprawić tę ocenę na wyższą. Byłam tak bardzo upierdliwa, że niektórzy z nich z czasem już tak bardzo mieli mnie dość, że od razu dawali mi wyższą ocenę, żebym tylko za nimi nie chodziła i ich nie denerwowała.
Kiedy poszłam do pracy i rozpoczęłam budowanie swojej pozycji zawodowej, zawsze wykonywałam swoje obowiązki nie na 100%, a na 200%. Przychodziłam do pracy pół godziny przed jej rozpoczęciem, a wychodziłam godzinę po wszystkich. Jeśli miałam coś niedokończonego, to zostawałam tak długo, aż w końcu było to gotowe. Nigdy nie miałam żadnych planów, więc nigdzie się nie spieszyłam. Przez to później nadużywali mojego podejścia do obowiązków i zarzucali mnie dodatkową pracą, za którą oczywiście nikt mi nie płacił.
Minusem tego wszystkiego jest to, że przez moje podejście nie ułożyłam sobie życia osobiste. Ciągle tylko się uczyłam i pracowałam, a na założenie rodziny nie było czasu. Może czas by się i znalazłam, ale moje priorytety mi na to po prostu nie pozwalały.
Obecnie zajmuję stanowisko kierownicze, więc mam naprawdę ogrom pracy. Wracam do domu późno, czasami i w domu siedzę jeszcze nad projektami. W sumie wolę posiedzieć nieraz dłużej w pracy, bo w domu przecież i tak na mnie nie czeka, a siedzenie samej w przygnębiającej ciszy jest po prostu okropne. Rodziców już nie mam, przyjaciół też żadnych nie mam, jestem niezwykle samotna.
W przeszłości kilka razy byłam zapraszana przez różnych facetów na randki, ale zawsze robili to wtedy, kiedy miałam najwięcej pracy czy nauki, więc im odmawiałam. Wtedy to było dla mnie ważniejsze niż jakcyś tam faceci, a teraz wiem, że dokonując takiego wyboru po prostu przegrywałam własne życie.
Zawsze chciałam być najlepsza, robić wszystko perfekcyjnie, a teraz przez ten perfekcjonizm jestem po prostu samotna.



