Pewnego razu z żoną i teściową pojechaliśmy na naszą działkę za miastem, żeby trochę uporządkować jej teren. Sama droga na działkę pod koniec jest bardzo wyboista i nie należy do najprzyjemniejszych.
Samochód prowadziła żona, ja siedziałem z przodu, a z tyłu teściowa.
Nagle samochód zgasł i poprosiłem żonę, aby wysiadła z samochodu. Usiadłem za kierownicą, ale samochód nie chciał się uruchomić. Wysiadłem, spojrzałem pod maskę, ale na moje oko wszystko było w porządku. Uznałem więc, że trzeba działać inaczej.
– Musisz wysiąść z samochodu, bo przeciążasz go! – powiedziałem teściowej.
– Uważasz, że jestem gruba? – spytała wprost.
Przeprosiłem, poprosiłem ją jeszcze raz, żeby wysiadła z samochodu, żona będzie próbowała go odpalić, a ja będę pchał. Kiedy tak zrobiliśmy, samochód natychmiast się uruchomił.
– Może pojedziemy bez Ciebie? Baba z wozu, koniom lżej! – zażartowałem.
– Co powiedziałeś? Ale Ty masz bezczelnego mężulka! – teściowa wściekła się nie na żarty.
– Żartuję! Uspokój się!
Teściowa bardzo się obraziła, a żona wstawiła się za nią, przez co ostatecznie to ja musiałem już dalszą drogę pokonać na nogach.



