Mam syna, który ma już trzy lata. Moja mama nie lubi spędzać z nim czasu, poza tym jest stale zajęta pracą lub swoimi sprawami. Próbowałam z nią o tym porozmawiać i dowiedzieć się, dlaczego spędza tak mało czasu z wnukiem, ale ona odpowiedziała mi, że przesadzam i wcale tak nie jest.
Obserwowałam więc całą sytuację i wyciągałam wnioski z jej zachowania. Według mnie nie zachowuje się jak typowa babcia i nie poświęca wnukowi odpowiedniej ilości czasu, ale dobrze – skoro tak chce, to przecież jej nie zmuszę. Czasami jednak liczyłam na jej pomóc.
Kiedyś właśnie z prośbą o taką pomoc się do niej zwróciłam, bo musiałam pilnie udać się do banku w ważnej sprawie. Zaczęłam się wtedy zastanawiać, z kim mogę zostawić syna i naprawdę nie chciałam prosić o to mamy, ale wszystkie koleżanki nie mogły, a nikogo innego naprawdę nie miałam.
– Mamo, przypilnuj Dawida, bo muszę pilnie jechać do banku – poprosiłam ją.
– Och, córeczko, ja też jestem zajęta, mam dziś ważną sprawę do załatwienia – odpowiedziała.
– Jaką? – zapytałam.
– Mam manicure za pół godziny! – zaskoczyła mnie mama.
Więc manicure jest ważniejszy niż wnuk? Rozumiem, że wcześniej nie chciała się nim zajmować albo że ma swoje sprawy, ale przecież w takiej sytuacji mogłaby przełożyć kosmetyczkę na inny dzień!
Bardzo mnie rozczarowała i już nigdy nie poproszę jej o pomoc.



