Byłam jedyną żywicielką rodziny i tylko ja utrzymywałam mojego syna. Jego ojciec i ja rozstaliśmy się, gdy był jeszcze mały, a cały ciężar zmartwień spadł na mnie. Potem syn dorósł, ożenił się i miał dziecko. Nigdy nie stawiałam synowi żadnych wymagań. Miałam najpierw złe relacje z synową, ale w końcu się pogodziłyśmy. Potem nadszedł czas na emeryturę.
W dniu moich urodzin wydarzyło się coś niezwykłego. Mój syn i synowa dali mi mieszkanie. Postanowiłam je wynająć, bo moja emerytura była mizerna. Potem pewnego wieczoru zadzwonił do mnie ojciec moje synowej i powiedział, że lepiej byłoby, żebym zrezygnowała z mieszkania i oddała je wnukowi. Przez całą noc nie mogłam spać, myślałam i myślałam nad tym, aż rano skontaktowałam się z wnukiem i zapytałam, jak zareaguje, jeśli oddam mu mieszkanie. Wnuk powiedział mi, że niczego takiego nie chce; skończy studia i sam znajdzie sobie mieszkanie, zarobi na nie i je kupi. Teraz ma 15 lat.
Wtedy zapytałam o to moją synową, a ta powiedziała mi, że decyzja została podjęta jednogłośnie i nie można jej cofnąć, a ja mam nie wymyślać i przyjąć prezent. Nawet się rozpłakałam. Potem mój syn pomógł mi znaleźć lokatorów. Teraz mam dostęp do dodatkowego finansowania w wysokości 2 tys. złotych miesięcznie. Dla mnie to znaczna ilość pieniędzy. Jestem tak wdzięczna mojemu synowi, że nie wiem, jak wyrazić swoje uczucia. Moja przyjaciółka miała odwrotną sytuację i została eksmitowana ze swojego mieszkania przez swoje dzieci. Naprawdę mi się poszczęściło.



