Nasz sąsiad Sebastian postanowił zrobić remont. Zaczął od swojego domu, zmienił tam okna, drzwi, dokonał remontu w środku. A potem poważnie zajął się swoim terytorium. Posadził kwiaty i drzewa. Potem doszedł do ogrodzenia. Cieszyliśmy się, że Sebastian postawi ogrodzenie ze swojej strony, bo sąsiedzi ze wszystkich stron postawili już swoje piękne ogrodzenia, a strona Sebastiana pozostawała niezauważona.
W ten sposób zaczął budować solidne, kamienne ogrodzenie. Z żoną postanowiliśmy wrócić do miasta, aby hałas remontu nie działał na nerwy. Pod osłoną księżyca postanowiliśmy wrócić do domku: ciekawie było zobaczyć, jakie ogrodzenie postawił Sebastian. A kiedy przyjechaliśmy, robił bok równolegle do naszego ogrodzenia. Ale zauważyłem, że jego działka stała się większa niż wcześniej. Poza tym jego stary płot stał dalej od krzaków niż teraz.
– Sebastian, o co chodzi? Dlaczego Twoja działka nagle się powiększyła?
– To tylko półtora metra. Żałujesz mi? Jesteśmy sąsiadami.
– Nie, Sebastian, tak nie może być. Dopóki nie ukończyłeś ogrodzenia, lepiej zbuduj je po swojej stronie, nie wchodź na moją ziemię, nie chcę niepotrzebnych problemów.
– Daj spokój, po co od razu panikujesz?
Ale Sebastian nic nie zrobił. Kontynuował budowę na naszym terytorium. Musiałem napisać wezwanie przedsądowe. Musiał je zaakceptować, bo mam wszystkie niezbędne dokumenty do udowodnienia swojej racji. Dopiero wtedy sąsiad przerobił ogrodzenie. Szkoda, że tylko w ten sposób dociera do ludzi, a proste słowo już nie.



