Kiedy zaszłam w ciążę z pierworodnym, właścicielka wynajętego mieszkania uprzejmie poprosiła nas o jego opuszczenie i znalezienie innego miejsca dla siebie. Widzisz, nie można tu być z dzieckiem. Przez siedem miesięcy szukaliśmy mieszkania, w którym można mieszkać z dzieckiem, ale wszyscy odmawiali, obawiając się, że nie będziemy płacić, a potem trudno będzie nas wyrzucić. Teściowa namawiała nas, żeby się wprowadzić do niej, dopóki nie kupimy własnego mieszkania. Musiałam się zgodzić i od dwóch lat mieszkam z mamą mojego męża. Przydzieliła nam największy pokój i dodatkowo pomogła urządzić pokój dla naszego noworodka.
Szczerze mówiąc, teściowa to wspaniała kobieta, dobrze się z nią dogadujemy. Pomaga mi z dzieckiem i w prowadzeniu domu, stara się nie wtrącać w drobiazgi. Doceniam ją za to, ale… narusza moje osobiste granice, co mnie bardzo męczy. Nie chodzi tylko o jedzenie. Nie, nie żal mi tego, ale po co dotykać moje drogie kosmetyki, nawet nie pytając o zgodę? Kupuję dla siebie drogi krem nawilżający do twarzy, a moja teściowa zużywa całą zawartość słoika na raz.
Kiedyś używałam jednego opakowania profesjonalnego szamponu przez na miesiąc, a teraz zużywa się go w ciągu tygodnia. Czy to możliwe? Nie mogę nic powiedzieć teściowej, bo sama mieszkam w jej mieszkaniu. Może wydawać się, że jestem niewdzięczna. Poprosiłam męża, żeby z nią porozmawiał, a on tylko wzrusza ramionami i mówi: „czy żałujesz jej?” No dobra, nie żal mi, w końcu to jej syn płaci za to, ale po co nosi moje ubrania? To mnie irytuje. Nie mogę nosić bluzki po teściowej.



