Jestem po sześćdziesiątce. Z mężem jesteśmy w związku małżeńskim od 35 lat. Mamy trójkę wspaniałych dzieci, które od dawna mają własne rodziny. Zaraz po ślubie przeprowadziliśmy się do naszego dużego trzypokojowego mieszkania, które przekazali nam rodzice męża. Przez całe życie pracowaliśmy i urządzaliśmy mieszkanie, czyniąc go przytulnym dla nas. Od niedawna posiadamy również własny domek letniskowy. Dzieci zrobiły nam tak miły prezent na rocznicę ślubu, ponieważ naprawdę chcieliśmy mieć miejsce, gdzie możemy spędzać wolny czas na łonie natury. Dlatego teraz, gdy nadeszły ciepłe miesiące, udajemy się tam, aby cieszyć się świeżym powietrzem i równocześnie dbać o ogród.
Spędzamy tam 3-4 miesiące, zamykając nasze mieszkanie na cztery spusty. W tym roku moja długoletnia przyjaciółka postanowiła skorzystać z tej okazji. Niedawno rozstała się z mężem i znalazła się bez mieszkania. Poprosiła mnie o klucze do mieszkania, aby zatrzymać się tam na lato, dopóki nie znajdzie odpowiedniej pracy i nie wynajmie mieszkania dla siebie. Zgodziłam się i oddałam jej klucze. Ufałam jej, a sąsiedzi nie narzekali, więc przez całe lato nie odwiedzałam jej. Nagle we wrześniu otrzymuję wiadomość od sąsiada – Zenona. „Sprzedałaś mieszkanie?” – pyta. „Nie, no co Ty? Przyjaciółka tylko u nas gości.”
– Pięć osób mieszkało u Was naprzemiennie, dlatego myślałem, że się wyprowadziliście.
Natychmiast się spakowałam i pojechałam do miasta. Dobrze, że nie ostrzegałam przyjaciółki, bo udało mi się złapać ich na gorącym uczynku! Z mojego mieszkania wyszła młoda para. Poprosiłam ich, aby skontaktowali się z moją przyjaciółką, abyśmy wszyscy razem wyjaśnili tę sytuację.
– Dzień dobry, proszę pani! – starali się usprawiedliwiać na wszelkie możliwe sposoby, ale oczywiście nic z tego nie wyszło. Dowiedzieliśmy się, że przyjaciółka mieszkała sama w mieszkaniu, a dwa pokoje podnajmowała na krótki okres czasu. Zarobiła na tym całkiem sporo pieniędzy. Jednocześnie jednak zniszczyła moje mieszkanie.



