Z jakiegoś powodu moja teściowa postanowiła pewnego dnia posprzątać mój dom w tym samym czasie i uporządkować wszystkie rzeczy w szafie. Mój mąż i ja wyjeżdżaliśmy na kilka tygodni. Poprosiliśmy teściową o opiekę nad naszym mieszkaniem. Teściowa nie miała nic przeciwko. Wybraliśmy się więc na wycieczkę ze spokojną głową, ponieważ „mama” pozostała w naszym domu, więc nie było się czym martwić. Dwa tygodnie minęły jak chwila. Wróciliśmy do rodzinnego miasta i od razu poszliśmy do teściowej po klucze do mieszkania.
Stwierdziła, że wszystko jest w porządku. W końcu dotarliśmy do naszego mieszkania, zostawiliśmy bagaż w przedpokoju i postanowiliśmy później się rozpakować. Przede wszystkim najpierw chcieliśmy wziąć prysznic, zjeść, a następnie przejdź do wszystkiego innego. Weszłam do sypialni i od razu zauważyłam, że nie jest tak, jak powinno być. Potem weszłam do innego pokoju i było to samo. Otworzyłam drzwi szafy, żeby sięgnąć po ręcznik i inne rzeczy, a moje oczy stopniowo się rozszerzały. Na półkach nic nie było! A raczej było, ale to nie jest coś, co zwykle trzymam w szafie. Rzeczy mojego męża, jak widzę, są ułożone we właściwy sposób. Ale gdzie są moje rzeczy? Potem znalazłam pranie na najwyższej półce, w sumie cztery rzeczy, mimo że miałem o wiele więcej.
Co się stało z resztą? Skontaktowałam się z matką męża, gdy ten był pod prysznicem, aby dowiedzieć się, dlaczego wszystko przestawiła. „Ale widzisz, jak szybko zrobiło przytulnie. Prawda?”. „Oczywiście, dziękuję za dokładność, ale nie warto było robić zamieszania, i tak postawię wszystko na swoim miejscu. Mam tylko jedno pytanie: – Gdzie się podziało moje pranie, ręczniki i inne rzeczy”. „Ułożyłam je na najwyższej półce. Resztę wyrzuciłam”. „Dlaczego wyrzuciłaś?. ” Po co Ci tego tak dużo? Wyrzuciłam wszystko stare i zostawiłam najnowsze”. „Nie było tam nic „starego”… Dlaczego uważasz, że masz prawo grzebać w naszej szafy i decydować, które rzeczy są potrzebne, a które nie? Nie mówiąc już o wyrzuceniu. Czy to Ty je kupiłeś?”. I tak się obraziła. Nie rozumiem ludzi, którzy myślą, że mają prawo wścibiać nos w nie swoje sprawy.




