Nie potrafię zrozumieć zarówno mojej matki, jak i matki, mojego męża Marcina. Przy każdej okazji wypytują i domagają się wnuków. Mam wrażenie, że w ogóle nie dostrzegają naszych problemów i sytuacji, w której się znajdujemy.
Marcin i ja chcemy mieć dzieci w przyszłości, ale teraz nie jest dobry moment na powiększenie rodziny. Naszym największym problemem jest brak własnego mieszkania, a póki go nie będziemy posiadać, nie chcemy decydować się na dziecko. Nasze matki jakby nie widziały problemu. Kiedy tłumaczymy, że nie chcemy wychowywać dziecka, w małej, wynajmowanej kawalerce, tylko wzdrygają ramionami. Oboje z mężem pracujemy, jednak nasze zarobki nie są duże i nie mamy zdolności kredytowej. Rodzice mogliby nam pomóc, wziąc kredyt, a my byśmy go spłacali, ale oni nie chcą brać na siebie zobowiązania, ale wciąż domagają się wnuków.
Ostatnio pomyśleliśmy, że moglibyśmy zaoszczędzić trochę gotówki, gdybyśmy nie płacili na mieszkanie, dlatego postanowiliśmy poprosić o możliwość zamieszkania z rodzicami. Najpierw zapytaliśmy moją mamę. Ma ona dwupokojowe mieszkanie i lubi Marcina, więc byłam pewna, że mama przyjmie nas z otwartymi ramionami. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy dostaliśmy odmowę.
– Moja droga – powiedziała – jestem przyzwyczajona do życia w pojedynkę. Nie chcę zmieniać swoich przyzwyczajeń. Myślę, że mieszkanie jest za małe, abyśmy wszyscy tutaj mieszkali. Drażnilibyśmy się nawzajem.
Byłam bardzo rozczarowana reakcją mojej mamy. Postanowiliśmy zatem pojechać do teściowej. Marcin był pewien pozytywnej odpowiedzi.
– Kochana Martusiu – powiedziała teściowa – teraz mamy z tobą świetne relacje, ale jeśli będziemy mieszkać razem, razem zarządzać kuchnią, jestem pewna, że relacje się pogorszą. To ostatnie czego bym chciała. Dla naszego wspólnego dobra, muszę odmówić.
Cóż, musieliśmy wymyślić coś innego. Nie mieliśmy wyjścia, zdecydowaliśmy się poszukać innej pracy. Marcin szybko dostał lepszą posadę i mogliśmy zacząć odkładać co miesiąc określoną ilość gotówki. Za około dwa lata będziemy mieć dość pieniędzy na wkład własny i będziemy mogli wziąć kredyt hipoteczny. Oczywiście, przez kolejne 30 lat, będziemy go musieli spłacać, ale to nikogo nic nie obchodzi, bo liczy sie tylko to kiedy będą wnuki! Mam dość pytań i ciągłych przytyków. Postanowiłam zupełnie ignorować żądania matki i teściowej. Skoro nie pomagają, nie mogą nic wymagać.



