Moje życie rodzinne mi się nie udało – mąż szybko przestał się mną interesować i zaczął mnie zdradzać. Ja oczywiście nie zamierzałam tolerować takiego zachowania wobec mnie, dlatego bez wahania złożyłam wniosek o rozwód. Z reguły sprawy sądowe trwają bardzo długo, więc kiedy przydzielono nam termin rozprawy w sądzie, my już od dawna ze sobą nie mieszkaliśmy. Oczywiście mogłabym być z mężem dalej, tak dla dobra dziecka, ale ja nie jestem w stanie wybaczyć mu zdrady i chcę oszczędzić synowi ciągłych kłótni i awantur, bo wątpię, że bez nich udałoby się obyć.
Mam jednak trochę szczęścia, bo mój syn, chociaż ma zaledwie 4 lata, jest bardzo grzecznym i inteligentnym chłopcem. Dzięki temu mogłam też szybciej wrócić do pracy z urlopu macierzyńskiego i zostawiać go pod opieką moich rodziców, bo wiedziałam, że nie będzie im sprawiał wielu kłopotów. Potem udało mi się załatwić dla syna miejsce w przedszkolu i wtedy w pełni mogłam poczuć, że nie jestem od nikogo zależna i że radzę sobie w nowej sytuacji. W przedszkolu opiekunki były zszokowane tym, jak syn jest bardzo posłusznym i niezależnym dzieckiem. Pewnego razu jednak mnie zaskoczył.
Szliśmy do sklepu, aby kupić niezbędne rzeczy do obiadu. Syn nagle zwrócił uwagę na siedmioletniego chłopca, który płakał i krzyczał, prosząc matkę o kupienie dużej kinder niespodzianki.
Syn nie potrafił przejść obok tej sytuacji obojętnie i podszedł do chłopca, a potem powiedział, że chłopcy nie powinni się tak zachowywać, ponieważ takie zachowanie może zdenerwować mamę. Powiedział także, że jeśli nadal będzie płakać, to zabierzemy go ze sobą i nie zobaczy już więcej swojej mamy. Płaczący chłopak zaczął się wstydzić swojego zachowania, podszedł do swojej mamy i przytulił ją, a potem obieciał, że już nigdy nie będzie się tak źle zachowywać. Mój syn przyznał mi, że musiał powiedzieć to wszystko temu chłopcu, aby ten zaczął doceniać swoją mamę. Moje serce ścisnęło się i nie mogłam powstrzymać łez, a on przytulił mnie swoimi małymi rączkami i powiedział, że zawsze będzie mi posłuszny.



