Żyję ze słabą kobietą, na której nie mogę polegać. Kiedy mówię jej, że mam jakiś problem, to odpowiada mi, że wszyscy mają teraz kłopoty. Jeśli powiem, że żona mojego brata pomaga mu i jest dla niego wsparciem, to krzyczy tylko, aby jej z nikim nie porównywać. Wtedy po prostu milczę i jakoś staram się sam radzić ze swoimi problemami.
Kiedy kończą się jej pieniądze, to rozkłada ręcę i nie wie, co może z tym zrobić. Oczywiście nie myśli o tym, by więcej pracować albo zastanawiać się nad tym, na co wydaje pieniądze, więc to ja muszę utrzymywać naszą rodzinę w pełni i dawać jej pieniądze na jej zachcianki.
Kiedy z kolei to ja chcę sobie kupić nowy płaszcz, buty, albo cokolwiek, co związane jest z moim hobby, jakim jest wedkarstwo, to mówi „drogie” i „nie możemy sobie na to pozwolić, zresztą, przecież masz wszystko”. Otwiera szafę i pokazuje mi jakąś starą kurtkę, która ma więcej lat niż nasza nastoletnia córka. Mówię jej o tym i przypominam, że mimo tego, iż jestem mężczyzną też chcę jakoś wyglądać, ale ona mówi wtedy tylko, że jestem egoistą i myślę tylko o sobie.
Nie pozostaje mi nic innego jak zamilknąć i iść do dorywczej pracy, aby móc sobie pozwolić na takie pdostawowe rzeczy, na które po cichu zbieram pieniądze.
Ciągle oskarża mnie o to, żee nie potrafię oszczędzać i zupełnie nie potrafię obchodzić się z pieniędzmi, ciągle zrzucając wszystko na kwestie związaną z moim hobby. Ma także do mnie pretensje, że nie możemy kupować jedzenia z wyższej półki oraz, że nie chodzimy do restauracji ciągle chcąc, abym podejmował kolejne zlecenia i prace dorywcze nie widząc, jak bardzo już jestem zmęczony.
Jeśli powiem, że jestem zmęczony, natychmiast powie, że ona też jest zmęczona i jakoś musi żyć. Kiedy powiem, że jestem smutny, wspomni, że teraz wszyscy sią smutni i mają depresję, a ja mówię to tylko po to, żeby zwrócić jego uwagę, bo na pewno nic mi nie jest. Mówi też, że jako mężczyzna w ogóle nie powinienem okazywać słabości, a ja tylko się mazgaję i liczę chyba na to, że to ona będzie głową rodziny.
Kiedy nie mogę już tego zupełnie znieść i dochodzi do kłótni, to twierdzi, że jestem histerykiem i sam jestem wszystkiemu winnien, ponieważ powinienem być mądrzejszy i mieć dla niej więcej zrozumienia. A ja już jestem zmęczony jej zobojętnieniem i ciągłymi atakami pod moim adresem. Zawsze jestem jej coś winien, a ona przecież nic złego nie robi i jest krystalicznie czysta. Nie można jej z nikim porównać ani poruszyć jakiegokolwiek tematu, który jest na rękę, bo jeśli już to zrobię i dojdzie do spięcia to i tak zrobi wszystko, aby to ona była ofiarą i najbardziej poszkodowaną osobą w tym układzie.
Teraz coraz częściej sugeruje mi, że powinienem leczyć się psychicznie, bo to we mnie jest problem i że może powinniśmy sobie zrobić w związku z tym przerwę, a jak mi „przejdzie”, to mogę do niej wrócić. Ja już tylko milczę i wiem, że niedługo odejdę, a ona dalej może się tak zachowywać… Tylko ja już nie wrócę.



