Z Krzysztofem jesteśmy po ślubie sześć lat. Znamy się od pierwszego roku studiów, kiedy to zakochaliśmy się w sobie i od tamtej pory byliśmy nierozłączni. Krzysztof na początku był dla mnie ideałem, który bardzo szanował kobiety. Traktował mnie jak boginię, z równym szacunkiem traktował swoją matkę, oraz wszystkie ciotki. Imponowało mi, że moja teściowa wychowała mojego przyszłego męża, na tak wspaniałego człowieka. Niestety kilka lat po ślubie zaczęłam dostrzegać to, co wcześniej przeoczyłam.
Zaraz po ślubie oboje z Krzysztofem pracowaliśmy zawodowo, jednak tylko ja zajmowałam się domem, a mąż po pracy kładł się na kanapie twierdząc że musi odpocząć po ciężkim dniu pracy. Denerwowało mnie również, że o wielu sprawach decydowała jego matka. Kiedy Krzysztof nie mógł podjąć decyzji związanej z naszym życiem lub mieszkaniem, całą odpowiedzialność zwalał na teściową. Wybrała nawet tapetę do naszej sypialni, bo według Krzysztofa miała lepszy gust niż on, a znała go jak własną kieszeń. Dopiero kilka miesięcy po ślubie, zdołam sobie sprawę jak silną więź, ma mój mąż ze swoją matką. Teściowa dopiero po ślubie odkryła swoją prawdziwą naturę. Zabierała mojemu mężowi pieniądze, opróżniała wręcz jego kieszenie po wypłacie, twierdząc, że nie ma pieniędzy na leki, a bez nich wkrótce umrze. Mój mąż ślepo wierzył jej słowom, a ja sama musiałam utrzymywać naszą rodzinę.
Kiedy trzy lata po ślubie zaszłam w ciążę, miałam nadzieję, że sytuacja diametralnie się zmieni, jednak zmieniła się, ale na gorsze. Moja teściowa była bardzo niezadowolona z tego że urodzę dziecko jest syna, więc w tajemnicy zaczęła swatać go z córkami swoich koleżanek. Miała nadzieję że zostawi mnie, dla jednej z nich. Dowiedziałam się o jej spisku i powiedziałam, że nie chcę jej więcej widzieć w moim domu. Mój mąż dowiedział się o naszej kłótni i zamiast zrugać matkę, nakrzyczał na mnie. Liczyłam, że po narodzinach naszego dziecka wszystko się zmieni. Miałam nadzieję że Krzysztof dojrzeje do roli odpowiedzialnego męża i ojca.
Mój poród okazał się bardzo trudny, jednak mojego męża nie było obok, kiedy najbardziej go potrzebowałam. Jego matka przekonała go, że to niegodne, aby mąż uczestniczył w porodzie, że to sprawa kobiety. Kiedy nasz synek był już na świecie, mój mąż przyszedł nas odwiedzić. Miałam nadzieję że przyniesie ze sobą choćby kwiaty na znak podziękowania, tak jak robili to inni dumni ojcowie. Krzysztof oczywiście przyszedł do mnie i naszego nowo narodzonego synka, z gołą ręką. Kiedy zapytałam go czy nie pomyślał o jakimś upominku, na przykład balonikach czy kwiatach, zapytał czy na tych balonach chcę odfrunąć do nieba? Byłam zażenowana i zawstydzona jego zachowaniem.
Sam urlop macierzyński był dla mnie prawdziwą udręką. Nagle sobie zdałam sprawę, że źle wybrałam mężczyznę, na mojego partnera życiowego. Byłam zmęczona ciągłą ingerencją teściowej w nasze życie i tym, że Krzysztof nie potrafi wyrazić swojego zdania. Był całkowicie posłuszny swojej matce. Wyczerpałam wszelkie argumenty a z nimi wyczerpała się moja miłość do mężczyzny, którego kiedyś kochałam całym sercem. Bardzo trudno było mi odejść od męża, jednak stwierdziłam, że sama poradzę sobie lepiej. Krzysztof kontaktuje się z naszym synkiem bardzo rzadko, jednak mam nadzieję, że kiedyś przejrzy na oczy i zrozumie co stracił. Dla naszego małżeństwa nie ma już ratunku, ale pragnę, aby nasz syn miał dobrego i odpowiedzialnego ojca.



