Życie w cieniu niedopowiedzeń

Dziennik
Życie z uczuciem niedopowiedzenia

– Mamo, a gdzie moje pluszaki? – Halina szybkim ruchem rozejrzała się po pokoju, który w ciągu jednego poranka zmienił się z przytulnego gniazdka w sterylny jak szpitalny oddział. – Na półce stały też moje zabawki z Kinder Niespodzianek, też zniknęły!

– Hala, dałam cioci Jadzi. Ma taką śliczną wnuczkę, prawdziwa słodkość. Ciocia mówiła, że jej Małgosia cały ranek nie odchodzi od torby z twoimi zabawkami – dobiegł głos mamy z kuchni.

– Jak to? Żartujesz? Mamo, to moje rzeczy! Moje zabawki! – ze łzami w oczach Halina wpadła do kuchni, ledwo powstrzymując się od krzyku.

– Boże, dorosła panna, a ryczy jak dziecko przez jakieś szmaciane figurki. Dałam cioci Jadzi, niech chociaż ktoś się nimi bawi. Twoje stały tylko i zbierały kurz. W twoim wieku to już chyba pora wyrosnąć z takich głupot? I przestań płakać, jakbym ci cały pokój oddała!

– Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby tak właśnie było! Wrócę, a okaże się, że już mnie wykwaterowała kolejna wnuczka albo córka twojej koleżanki! – w uniesieniu krzyknęła Halina i ruszyła do drzwi wejściowych.

I tak zawsze. Od piętnastego roku życia Halina dorabiała, żeby nie prosić mamy o pieniądze na ubrania czy kosmetyki. A kiedy kupiła sobie sweter i dżinsy z pierwszej wypłaty, mama natychmiast zrobiła rewizję w jej szafie i wyciągnęła stamtąd całą torbę „niepotrzebnych” rzeczy.

– Teraz sama zarabiasz, a sąsiadka z trzeciego piętra ma córkę w twoim wieku. Widziałaś przecież, jak żyją. Naprawdę ci szkoda? – wyrzucała mama, gdy Halina godzinę szukała ulubionej bluzki.

– Mamo, przecież tak nie można! To. Moje. Rzeczy! Mogłaś przynajmniej zapytać!

– Nie jestem ci nic winna, a ty, niewdzięcznico, nie masz prawa do mnie tak mówić! Wszystko ci kupowałam za własne ciężko zarobione pieniądze! – odparowała mama.

„Naprawdę tego nie rozumie?” – myślała z gniewem Halina, siedząc przed mocno opróżnioną szafą. „Jak można tak po prostu oddać czyjeś rzeczy?”

Kolejnym ciosem były znikające książki. Po powrocie ze szkoły Halina zobaczyła pustą półkę. Seria, którą kolekcjonowała od czwartej klasy, przepadła.

– Mamo, to były prezenty od babci! Nie ty je kupowałaś! Po co to robisz? – znów przez łzy pytała dziewczyna.

– I tak ich nie czytasz, o co ten hałas? Tylko kurz zbierały. Zresztą to książki dla dzieci, jesteś już dorosła, po co ci one? I tak byśmy je na działkę zawieźli i w piecu spalili.

– Nie ważne, czy czytam, czy nie! To moje rzeczy! Dzwonić do tej twojej koleżanki i niech zwraca!

– Oszalałaś? Co za wstyd! Do nikogo nie zadzwonię. Nie wiem, jak mogłam cię taką wychować. Chciwa i drobiazgowa, zupełnie jak twój ojciec. On też mnie za każdy sweter beształ, i ty taka sama.

Tamtego dnia mama nie przyznała się, komu oddała książki. Od tamtej pory Halina kupowała tylko niezbędne rzeczy, unikała prezentów od mamy, żeby nie słuchać wyrzutów. Część ocalałych czasopism i książek wywiozła do babci, a nowe rzeczy trzymała tylko na swojej półce, uprzedzając mamę, że ich nie wolno ruszać. Mama obrażała się i godzinami nie odzywała. „Doprowadziliśmy do tego, że liczymy szmaty. Wkrótce każdy będzie sobie jedzenie osobno kupował?” – rzucała, zamykając się w sobie.

Ostatnią kroplą była ulubiona maskotka. Gdy Halina zobaczyła, że mama oddała ją cioci Jadzi, nie wytrzymała. Wiedziała, gdzie mieszka i, mimo „wstydu”, postanowiła odzyskać swoje rzeczy. „Niech sobie myślą, co chcą. Nie pozwolę rozdawać tego, co moje” – była gotowa pokłócić się ze światem.

– Hala! Gdzie?! – krzyknęła mama. – Nie waż się iść do Jadzi i mnie kompromitować!

Ale dziewczyna już jej nie słuchała. Dla innych to zwykła zabawka – dla niej była wszystkim.

Zapukała do drzwi. Otworzyła kobieta po sześćdziesiątce. Ciocia Jadzia znała rodzinę od lat. Kiedyś pomogła mamie znaleźć pracę po rozwodzie, czasem opiekowała się małą Halinką.

– Halinka, co się stało? – zaniepokoiła się Jadwiga.

– Dzień dobry. Nie, nic… A właściwie nie – zawahała się dziewczyna, czując, jak wstyd i poczucie winy oblepiają ją jak lepka mgła. Cała jej determinacja rozpłynęła się, a w środku pojawiła się wątpliwość – czy postępuje słusznie, czy może powinna pogodzić się z utratą maskotki?

– Nie stój w progu. Wejdź, spokojnie pogadamy – ciocia Jadzia zaprosiła ją do środka.

Halina weszła, nie zdejmując butów, i usiadła na małym pufie.

– Ciociu… Mama dała wam dziś torbę z zabawkami…

– Ach, tak, bardzo dziękuję! Małgosia uwielbia pluszaki. Właśnie chciałam ci coś odwdzięczyć, myślałam, że mama wpadnie. Skoro jesteś, to zaraz przyniosę – Jadwiga odwróciła się, ale Halina ją zatrzymała.

– Ciociu, proszę… – głos jej zadrżał – Strasznie mi głupio, ale… chciałabym poprosić o ich zwrot.

Ciocia spojrzała na nią zdumiona.

– Ale już je Małgosi oddałam. To będzie trochę niezręczne.

– Rozumiem, jak to wygląda. I strasznie się wstydzę. Nie chcę wszystkiego, tylko… jedną maskotkę. Mamo nie zapytała, zanim je oddała. Gdyby spytała, sama bym wybrała coś dla Małgosi, naprawdę. Ale tam był… ten stary miś, brązowy, i ta szmaciana lalka, wielkości dłoni. To nie są zwykłe zabawki. Tata je dał, zanim… oni z mamą się rozstali. Są dla mnie ważne – Halina rozpłakała się, zakrywając twarz dłońmi.

– Jezu, dziecko – ciocia Jadzia uklękła i mocno ją przytuliła. – Myślałam, że ich nie potrzebujesz, tak mama mówiła. Wzięłam je zupełnie bez złych intencji!

Halina nie mogła powstrzymać łez.

– No dobrze, chodź – ciocia wstała, wzięła ją za rękę i poprowadziła do kuchni. – Zaparzę świeżą herbatę, uspokoisz się, pogadamy, i coś wymyślimy.

HalHalina i jej mama długo tego wieczoru rozmawiały, znajdując w końcu wspólny język i zrozumienie, że każdy przedmiot może być skarbem, jeśli niesie w sobie pamięć o kimś ważnym.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście + 18 =

Życie w cieniu niedopowiedzeń