Mam na imię Agnieszka. Kiedy poznałam przyszłego ojca mojego dziecka, miałam 17 lat. Doszło do tego, podczas sylwestrowej uroczystości w gronie wspólnych znajomych. Andrzej miał wtedy 32 lata i wydawał mi się bardzo dojrzały. W tamtym czasie, nie mogłam sobie nawet wyobrazić, że ja, nieśmiała, młoda dziewczyna, która nie miała wcześniej żadnych związków, mogę zakochać się w dorosłym mężczyźnie. Andrzej był bardzo wytrwały w swoich zalotach, jego doświadczenie i naturalny urok, pomogły mu zdobyć moje serce i zaufanie.
Nasz romantyczny okres, trwał prawie rok, były kwiaty, prezenty, wyjścia na randki, ale jedna rzecz przyćmiła nasz związek: Andrzej był żonaty i miał dwóch synów. Według niego, on i jego żona, od dawna nie żyli ze sobą i mieli się rozwieść. Bardzo mnie to zasmuciło i próbowałam nawet zerwać z nim kontakt, a moi rodzice byli zdecydowanie przeciwni związkowi z żonatym mężczyzną.
Jednak moja miłość do niego zwyciężyła i wkrótce zamieszkaliśmy razem. Obietnice rozwodu wciąż się pojawiały, ale on nigdy nie nadszedł. Kiedy zorientowałam się, że jestem w ciąży i powiedziałam o tym Andrzejowi, bardzo się ucieszył, bo marzył o córce. Podczas badania USG powiedziano nam, że to dziewczynka. Byliśmy wniebowzięci i wszystko było jak w bajce. Tylko moi rodzice nie odzywali się do nas, bo nie mogli pogodzić się z tym, że mój mąż jest jeszcze żonaty i dziecko urodzi się poza małżeństwem.
Ciąża przebiegała prawidłowo, ale blisko 20 tygodnia ciąży, zaczęły się problemy, na tyle poważne, że musiałam pojechać do szpitala na obserwację. Byłam samotna, a Andrzej przychodził bardzo rzadko. Potem przestał odbierać telefon, a ja nie mogłam zrozumieć, co się dzieje. W tym czasie, kiedy bardzo potrzebowałam wsparcia, a od mojego zdrowia zależało życie mojego przyszłego dziecka, mój ukochany mężczyzna, zostawił mnie samą ze wszystkimi problemami.
Trzy tygodnie później, zostałam wypisana ze szpitala, a w domu czekała na mnie niespodzianka, nie znalazłam rzeczy Andrzeja. Zaczęłam dzwonić, ale telefony były odrzucane, a ja nie mogłam spać całą noc, zastanawiając się, co robić dalej. Dzień później, mój ukochany oddzwonił do mnie i powiedział, że pogodził się z żoną i zamierza zamieszkać ze swoją rodziną. To był taki cios, że moja psychika zawiodła i wróciłam do szpitala z załamaniem nerwowym. Dziękuję moim rodzicom, którzy natychmiast zaczęli się mną opiekować, otoczyli mnie ciepłem i miłością, co pomogło mi wytrwać i urodzić zdrowe dziecko. Moja Kornelka była dla nas promykiem światła w szarej codzienności, dzięki niej żyłam i na nowo odnalazłam sens życia.
Moja córka miała już 2 lata i była w przedszkolu. Robiłam na drutach, to było moje hobby, a w czasie macierzyństwa – dodatkowy dochód. Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi, otworzyłam je i zobaczyłam kogoś, kogo nie chciałam już nigdy więcej widzieć. Zgodnie z zasadami kultury, zaprosiłam go do środka.
Długo rozmawialiśmy, usłyszałam wiele miłych słów, Andrzej powiedział mi, że rozwiódł się z żoną, poprosił o przebaczenie i zaproponował wznowienie związku. Wysłuchałam tego wszystkiego, ale nadal prosiłam, aby pozostać na tym etapie komunikacji, pozwolić mu spędzać czas tylko z córką, nic więcej. Po naszej rozmowie, zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam, czy może powinnam była spróbować się z nim pogodzić dla dobra Kornelki.
Później dowiedziałam się, że on wcale się nie zmienił, przez lata wielokrotnie zdradzał żonę, więc ona wyrzuciła go z domu i sama wniosła pozew o rozwód. Zrozumiałam, że podjęłam słuszną decyzję i nie chcę żyć z takim człowiekiem.




