„Ułożyć sobie życie”
„Mamo, no przestań się tak denerwować, Jakub powiedział, że mnie kocha. Pobierzemy się, mamo” – Kinga była spokojna jak nigdy.
„Jak mam się nie denerwować? Jesteś w ciąży, niezamężna, studia jeszcze nie skończone, a tego twojego chłopaka na oczy nie widziałam! Myślisz, że dziecko to zabawka? Żeby ten Jakub tu natychmiast przyszedł i spojrzawszy mi w oczy obiecał, że weźmie odpowiedzialność, rozumiesz?!”
„Nie krzycz tak, myślałam, że ucieszysz się na wnuka. Jakuba zaraz przyprowadzę, zaraz wraca z pracy, mam klucz do jego pokoju w akademiku. Lepiej tam poczekam, bo jakaś nerwowa jesteś” – obraziła się Kinga i wyfrunęła z domu, machając lekko torebką.
Janina schwyciła się za serce, ciężko opadła na stołek i spojrzała na portret męża.
„Oto ci bezłebie!” – powiedziała do portretu – „Oj, Stasiu, dlaczego tak wcześnie nas zostawiłeś? Nie uchroniłam córki, nasza Kinga okazała się przedwczesnym kwiatkiem. A co, jak chłopak ją porzuci? Jak my teraz żyć będziemy? Pensja u mnie mała, a kto Kingę w ciąży teraz do pracy weźmie, a do tego jeszcze pół roku studiów. Ojej, jaka bieda!”
Janina wtuliła twarz w fartuch i rozpłakała się. Cały ciężar życia spadł na jej barki, gdy była jeszcze młoda. Mąż zginął w tartaku, a córeczka miała wtedy zaledwie dwa lata. Mieszkali na przedmieściach. Jak ciężko było Janinie, wiedziała tylko jedna przyjaciółka i sąsiedzi z ulicy. Najlepsze kąski oddawała córce. Do tego trzeba było prowadzić gospodarstwo. A teraz, gdy życie zdawało się układać, córka zgotowała jej taką niespodziankę.
„Dobrze, trzeba rozrobić ciasto na pierogi, jakby nie było, zięć przyjdzie. Ech, Kinga, Kinga…”
Gdy stół był już nakryty, Janina przebrała się w odświętną sukienkę i zabrała się za robienie na drutach skarpet, by przetrwać pełne napięcia oczekiwanie.
Wtem w przedpokoju stuknęły drzwi i do domu weszła Kinga. Matka zajrzała za jej plecy, ale nikogo nie zobaczyła.
„A gdzie zięć? Może za progiem zostawiłaś?”
„Był i przepadł” – szlochała Kinga – „Zostawił mnie.”
„Jak to?” – Janina zaskoczona opadła na krzesło.
„Ot, tak! Zwolnił się z pracy, spakował manatki i wyjechał w siną dal. Tak powiedziała pani portierka z akademika…”
Kinga była zaskoczona, jej oczy wypełniły się łzami. Bycie samotną matką nie było w jej planach.
„Co ja teraz zrobię, mamo?”
Janina chciała powiedzieć córce, że ją przecież ostrzegała, ale się powstrzymała. W końcu serce matki to nie kamień.
„Rodzić, co innego. Samo się nie rozwiąże” – powiedziała matka – „Kiedy ma być ten przyrost?”
„W lipcu, akurat zdążę z dyplomem” – westchnęła Kinga i pogłaskała brzuch.
…Kinga urodziła dokładnie w terminie. Była to dziewczynka, której dała na imię Jagoda. I tak żyły we trzy, jak trzy brzozy w Powsinie.
Dziewczynka rosła zdrowa i wesoła, patrząc na świat bystrymi oczkami. Janina w niej duszy nie widziała, za to matka traktowała Jagodę z pewnym dystansem. Jagoda, na złość, była podobna do oszusta Jakuba: tak samo rudawa, kręcona i z wielkimi zielonymi oczami.
„Mama idzie!” – sześcioletnia Jagoda, zobaczywszy Kingę przez okno, biegła do drzwi, by ją szybko przytulić.
„Co mi przyniosłaś?” – dziewczynka zawisła na ręce matki i ufnie spojrzała jej w twarz.
„Nic” – mruknięciem odpowiedziała zmęczona Kinga.
„Dlaczego? Chciałam loda. Obiecałaś wczoraj!”
„Zostaw mnie! Jestem zmęczona!” – Kinga strąciła Jagodę z kolan i poszła do sypialni.
Jagoda stanęła na środku pokoju i rozpłakała się. Tak czekała na mamę, licząc na czułość, a ta ją odtrąciła. Do tego w przedszkolu kazali narysować swoją rodzinę. Jagoda narysowała trzy osoby: siebie, mamę i babcię, na co dzieci zaczęły się śmiać i mówić, że Jagoda jest „bezłebia”, bo nie ma taty.
Janina rzuciła się uspokajać wnuczkę, ale gdzie tam – fala żalu zalała dziewczynkę histerią.
„Tato, gdzie mój tato? Dlaczego mama jest zła?!” – wrzeszczała Jagoda, zanosząc się płaczem.
Janina tylko przytulała wnuczkę mocniej:
„Nie wszyscy mają tatusiów, wnusiu. Co z tego? Poradzimy sobie i tak. Po co nam on, więcej pierogów dla nas. Zbieraj się, idziemy po loda.”
Usłyszawszy magiczne słowo „lód”, Jagoda zaczęła się uspokajać.
„Idziemy kupić mamie?”
„Idziemy.”
W domu Janiny Dzień Kobiet zawsze obchodzono z rozmachem. W końcu pod jednym dachem mieszkały same kobiety. Stół uginał się od smakołyków, Kinga przyprowadzała przyjaciółki i wszyscy obdarowywali się prezentami. Ale tym razem Kinga przyprowadziła nie koleżanki, a mężczyznę. I nawet nie uprzedziła o tym Janiny.
Oto w drzwich stanął solidny mężczyzna w drogim garniturze, znacznie starszy od Kingi.
„Mamo, poznaj, to Sławomir. Pracujemy razem, on jest moim szefem. Wkrótce ma awans i przenoszą go do innego miasta. Pobierzemy się.”
„Co?” – Janina stanęła jak wryta.
„Ojej! To mój tata?” – Jagoda, która wyglądała ze swojego pokoju i wszystko słyszała, była tak uradowana, że zapomniała przywitać się z gościem.
„Nie, dziewczynko, nie jestem twoim tatą” – uśmiechnął się Sławomir – „Popatrz, jaką lalkę ci przywiozłem.”
Jagoda odwróciła się i nie wzięła lalki z rąk Sławomira. Ten człowiek jakoś jej się nie spI tak pozostały we dwie, Jagoda i Janina, budując swoje szczęście bez Kingi i Sławomira, bo prawdziwa rodzona to nie ta, która daje dom, ale ta, która daje serce.



