Żona mojego brata, oczekująca czwartego dziecka, zażądała, byśmy oddali im nasze mieszkanie – bo nie…

To było dawno temu, ale te wspomnienia nadal wzbudzają we mnie silne emocje.

Od dziesięciu lat byłam żoną Stasia. Mieszkaliśmy w dwupokojowym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie, które kupiliśmy na kredyt. Raty były duże, więc o dzieciach na razie nie myśleliśmy chcieliśmy najpierw stanąć mocno na własnych nogach i spłacić chociaż część długu wobec banku. Moim jedynym bratem był Rafał. On także miał rodzinę, lecz żyli skromnie w kawalerce na Pradze. Rafał imał się pracy na dwa etaty, a dodatkowo zahaczał o chałtury, żeby choć trochę podreperować domowy budżet. Jego żona, Bogumiła, pracy się nie imała, za to dzieci rodziła w takim tempie, że aż wszystkim się w głowie kręciło. Troje potomstwa już biegało po ich mieszkaniu, czwarte było w drodze, a Bogumiła zapowiadała, że na piątym nie poprzestanie.

Nie dość na tym Rafał i Bogumiła brali pożyczki, gdzie się dało, zwłaszcza na sprzęt domowy, pralkę, telewizor, lodówkę. Staś i ja nieraz wyciągaliśmy pomocną dłoń raz podrzuciliśmy parę złotych, innym razem torbę z zakupami. Zdarzało się jednak, że Bogumiła zachowywała się tak, jakbyśmy byli jej coś winni zamiast prosić, potrafiła żądać jakby miała do tego święte prawo.

Wtedy musieliśmy twardo powiedzieć nie. Oczywiście, Rafał z Bogumiłą obrażali się śmiertelnie, ale po kilku tygodniach przychodzili znów, z kolejną prośbą bądź roszczeniem.

Pewnego dnia Bogumiła przyszła do nas i stwierdziła z całą powagą: Ponieważ nie macie jeszcze dzieci, a my niedługo będziemy mieli ich czworo, powinniście oddać nam swoje mieszkanie.

Zaniemówiłam. A gdzie my niby mamy się podziać? Przeprowadzimy się do was do tej kawalerki? wykrztusiłam.

Nie odparła ze świętym spokojem. My wynajmiemy waszą kawalerkę lokatorom, a wy będziecie za to płacić czynsz i nasz kredyt.

Kiedy zamierzacie się wyprowadzić? pytała już jakbyśmy zgodzili się na tę paranoję.

Wiesz co, Bogumiło, lepiej zgłoś się do psychiatry. Wynoś się z mojego mieszkania powiedziałam stanowczo.

Bogumiła odpowiedziała lodowato: Jak poronię, to będzie twoja wina i wyszła trzaskając drzwiami.

Tak też się stało jeszcze tego samego dnia w tajemnicy usunęła ciążę. Była wtedy w trzecim miesiącu.

Po drugiej w nocy do naszego mieszkania wtargnął Rafał. Obudziły mnie jego krzyki i pretensje, że zniszczyłam mu rodzinę. Staś od razu go powstrzymał, kazał mu się uspokoić i zapytał o co chodzi. Opowiedziałam wszystko. Staś wziął Rafała, kilka razy obmył mu twarz zimną wodą, żeby ochłonął, a potem wyrzucił za drzwi.

I tak właśnie utraciłam brata. Od tamtej pory nasze ścieżki całkowicie się rozeszły.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − jeden =

Żona mojego brata, oczekująca czwartego dziecka, zażądała, byśmy oddali im nasze mieszkanie – bo nie…