Po ukończeniu studiów, byłem jednym z tych szczęśliwców, którym udało się znaleźć pracę w mojej dziedzinie i to z bardzo dobrym wynagrodzeniem. Nie mogę powiedzieć, że to czyste szczęście, ponieważ zacząłem pracować jeszcze jako student i pomimo wszystkich trudności związanych z łączeniem nauki i pracy w momencie ukończenia studiów, miałem już dobre doświadczenia, które pomogły mi w osiągnięciu obecnego stanowiska.
Pensja umożliwiła mi wyprowadzenie się z domu rodziców i zamieszkanie w wynajętym mieszkaniu. Nie było mnie stać na mieszkanie w centrum miasta, więc codziennie rano musiałem spędzać około godziny na dojazdach do pracy. Przeprowadzka bliżej centrum i zapomnienie o porannej komunikacji miejskiej, było moim marzeniem.
Pewnego dnia, podczas spaceru po centrum, spotkałem Sylwię, koleżankę z czasów studenckich. W trakcie rozmowy okazało się, że szuka mieszkania do wynajęcia, ale nie stać jej na samodzielne mieszkanie, więc szukała współlokatora. Ponieważ opłacanie czynszu było również kosztowne dla mnie, zaproponowałem Sylwii, aby zamieszkała ze mną i dzieliła koszty.
Od razu się zgodziła i następnego dnia przeniosła swoje rzeczy do mojego mieszkania. Trudności między nami, zaczęły się od razu – przygotowałem łóżko dla Sylwii, mówiąc jej, że będę spał na kanapie. Nie podobało jej się, łóżko było za wąskie i musiałem pójść na ustępstwa.
Sylwia płaciła swoją połowę czynszu, ale prawie natychmiast zaczęła podbierać moje zakupy. Nie miała czasu iść do sklepu, a nie spieszyła się, bo zakupy robiłem regularnie. Nie chciałem jej karmić, więc zaproponowałem, aby każdy miał swoją część lodówki. Jeśli moja przyjaciółka poczuła się urażona, nie okazała tego i zapłaciła czynsz za następny miesiąc, tak jak powinna była to zrobić.
Sytuacja między nami, stopniowo zaczęła się zaogniać. Pewnego dnia, Sylwia podsłuchała, jak rozmawiałem o niej przez telefon ze swoim przyjacielem i powiedziała, że powinienem się spakować i poszukać nowego miejsca do życia.
Szczerze mówiąc, sam już o tym myślałem i rozważałem swoje możliwości.
Moja współlokatorka uprzedziła mnie, że wyjeżdża na tydzień do swoich rodziców. Nalegałem na zapłacenie pełnej kwoty za nocleg i ku mojemu zaskoczeniu, Sylwia z radością się zgodziła.
Gdy jej nie było, znalazłem mieszkanie bliżej centrum za rozsądną sumę i wyprowadziłem się. Aby naprawić sytuację, zadzwoniłem do właściciela i powiedziałem mu, że na moim miejscu będzie mieszkała inna dziewczyna. Właściciel nie miał nic przeciwko temu, powiedział, że zawrze umowę ze Sylwią i zwrócił mi wpłaconą wcześniej kaucję.
Dziewczyna nie wiedziała, że prawie wszystkie meble, sprzęty, a nawet naczynia w mieszkaniu były moje i zabrałem je do nowego domu. W końcu mieszkanie zostało prawie puste, z wyjątkiem kanapy, o którą tak usilnie walczyła.
Po powrocie do miasta, Sylwia zasypała mnie telefonami i wiadomościami. Na początku odpowiadałem, ale potem jej ciągłe krzyki i oskarżenia znudziły mnie i zacząłem ją ignorować.
Nigdy więcej nie spotkałem Sylwii i mam nadzieję, że już nigdy nie spotkam. Wyciągnąłem wnioski z życia z nią i nie byłem już skłonny ślepo ufać ludziom, nawet tym, których znałem.


