— Dobry wieczór, państwo, sąsiadka z dołu poskarżyła się na hałas i krzyki z waszego mieszkania — na progu stał dzielnicowy. — Mogę wejść?
— Oczywiście — drżącym głosem powiedziała Wiola. — Proszę, tylko uspokoję dziecko.
W rzeczywistości Wiola trzęsła się nie z powodu wizyty policjanta, ale dlatego, że mąż znowu ją pobił. Tym razem za to, że wylała całą wódkę do toalety. Marcin, odkrywszy to, wpadł w szał:
— Jestem facetem i mam prawo się zrelaksować po pracy! Ty siedzisz w domu na macierzyńskim, odpoczywasz, a ja haruję na budowie! Idź i kup mi butelkę!
— Nie pójdę — odparła Wiola. — Jesteś codziennie pijany, syn już się ciebie boi. Jasiek ma rok, a już tyle widział! Dość tego picia, Marcin!
Pod histeryczny płacz malucha jego matka znowu oberwała. Hałas usłyszała sąsiadka, Katarzyna Zawadzka, i jak zwykle zrobiła to, co zawsze robiła w podejrzanych sytuacjach — wezwała policję.
Swoją drogą, Katarzyna Zawadzka była nie lada osobą. Mało powiedzieć, że sąsiedzi jej nie lubili — nie mogli jej znieść. Na każdego z nich niezmordowana Katarzyna Zawadzka kiedyś skarżyć się musiała. I niekoniecznie tylko na policję — były jeszcze inne instytucje, jak administracja, spółdzielnia mieszkaniowa, a nawet opieka społeczna.
— Wie pani, wydaje mi się, że mama Kuby z piątego piętra go w ogóle nie karmi. Tak schudł i chodzi jak żebrak — dzwoniła Katarzyna Zawadzka do opieki społecznej. — Trzeba tę rodzinę sprawdzić, matka chodzi taka zadowolona, pewnie ćpa albo co gorsza.
Pracowniczka opieki zapisała zgłoszenie i obiecała, że się zainteresują.
Tymczasem biedna mama Kuby, który miał skłonność do nadwagi, była w szoku, gdy do jej drzwi zapukała cała komisja. Okazało się, że Kuba był na specjalnej diecie, bo w wieku dziewięciu lat ważył jak nastolatek. Dieta działała, więc mama była zadowolona. A co do ubrań — Kuba, choć pulchny, był żywym sreberkiem, więc spodnie i koszulki na nim „paliły się” w ekspresowym tempie.
Ale Katarzyna Zawadzka oczywiście o tym nie wiedziała, bo nie utrzymywała kontaktów z sąsiadami, wręcz ich unikała.
Starsi mieszkańcy kamienicy opowiadali, że dawno temu do jej mieszkania włamali się złodzieje. Od tamtej pory przestała ufać sąsiadom, uważając, że to oni podpowiedzieli bandytom, że ona i mąż wyjęli oszczędności, by kupić starego Malucha. Mąż wówczas ucierpiał w bójce, broniąc dobytku, i wkrótce zmarł, a Katarzyna Zawadzka nigdy do siebie nie doszła i już nie wyszła za mąż.
Ale młodzi sąsiedzi, których było większość, nie znali tej historii.
— Sprzątaj po swoim psie, moda teraz na rozsiewanie kup po chodnikach?! Lepiej to posprzątaj, bo będzie gorzej! — krzyczała Katarzyna Zawadzka na młodego sąsiada, który wychodził z psem przed snem.
— Jak ci zależy, to sobie posprzątaj, stara pierdoło — odburknął chłopak.
Ogromny kundel, który właśnie załatwił się na trawniku, warknął na kobietę i szarpnął smyczą. Katarzyna Zawadzka się wystraszyła i odskoczyła, chowając w sercu urazę, która miała się zemścić.
I zemsta ta nadeszła — sąsiad nazajutrz znalazł „niespodziankę” pod drzwiami, depcząc w nią swoimi nowymi białymi adidasami.
— A niech cię! — wrzasnął i zaczął zbierać dzieło swojego ukochanego psa.
Katarzynie Zawadzkiej poszczęściło się, że chłopak nie wiedział, w którym dokładnie mieszka. Klął, rzucając buty do śmietnika.
A za białymi firankami uśmiechała się pewna starsza pani, bardzo z siebie zadowolona. Od tamtej pory ścieżki przy placu zabaw i wokół bloku były czyste. Wieść o niemiłym incydencie szybko rozeszła się wśród psiarzy…
— Więc co się stało? — dzielnicowy rozejrzał się po pokoju, gdzie w łóżeczku, trzymając się szczebelków, płakał mały Jasiek.
— Nic — burknął Marcin. — Oglądałem mecz i za głośno komentowałem. Co z nich za piłkarze, nie potrafią nawet porządnie strzelić, ciągną się po boisku jak ślimaki!
Wiola przestraszonym wzrokiem spojrzała na męża. Wiedziała, że musi podtrzymać jego kłamstwo, bo będzie jeszcze gorzej. Policjant spojrzał na nią pytająco. Zrozumiał, o co chodzi, ale bez jej zeznań awanturnika nie dało się ukarać.
— Tak, to przez telewizor — potwierdziła Wiola kłamstwo męża. — Przepraszam.
Dzielnicowy westchnął: jak zwykle, najpierw bronią swoich oprawców, a potem bywa za późno.
— Dobrze, wypiszę upomnienie, ale następnym razem będzie mandat za zakłócanie spokoju — powiedział. — Nie przede mną się przeprasza, tylko przed waszą sąsiadką. Bardzo czujna z niej osoba, można powiedzieć — macie szczęście, rzadko trafiają się tacy świadomi obywatele. Zawsze dzwoni, gdy coś się dzieje, już wszystkich dyżurnych rozpoznaje po głosach.
— No tak — mruknął niechętnie Marcin, tłumiąc irytację.
Policjant rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie, po czym kiwnął znacząco głową w stronę Wioli i wyszedł.
— Następnym razem zajmę się tobą tak, że nawet nie zapiszczysz — warknął przez zęby Marcin, gdy drzwi się zamknęły.
A Wiola stała, trzymając synka na rękach, przeklinając dzień, w którym zgodziła się zostać żoną Marcina.
— Nie pasuje do ciebie, Wiolu — mówiły przyjaciółki. — Ty jesteś dobra i wesoła, a twój Marcin niby się uśmiecha, ale ma spojrzenie jak z horroru. Nie wiąż się z nim.
— Dziewczyny, po prostu go nie znacie tak jak ja. On mnie kocha — odpowiadała Wiola, zamyślona. — Marcin jest silny i odważny, kiedyś nawet za mnie stanął na ulicy.
I Wiola wyszła za Marcina, który szybko pokazał swoje prawdziwe oblicze: zazdrościł kolegom z pracy, urządzał awantury, nie zważając na obecność innych. A Wiola uważała to za wielką miłość, myląc ją z okrucieństwem i zaborczością. Teraz Marcin zazdrościł jej każdego słupa i krytykował wszystko, co robiłaI tak Wiola, mając wsparcie Katarzyny Zawadzkiej, odnajdując w sobie odwagę, postanowiła już nigdy nie wracać do przeszłości i zacząć nowe życie, w którym będzie szczęśliwa, wolna i bezpieczna wraz z synkiem.



