Pewnego wieczoru na progu mieszkania stanął dzielnicowy.
– Dobry wieczór, obywatele. Sąsiadka z dołu skarży się na hałas i krzyki. Mogę wejść?
– Oczywiście – odparła drżącym głosem Kinga. – Tylko uspokoję dziecko.
W rzeczywistości Kinga drżała nie z powodu wizyty policjanta, ale dlatego, że mąż znów ją pobił. Tym razem za to, że wylała jego wódkę do kibla. Krzysztof, gdy to odkrył, wpadł w szał.
– Jestem mężczyzną i mam prawo się zrelaksować po pracy! Siedzisz sobie w domu na urlopie macierzyńskim, a ja haruję na budowie! Idź i kup mi butelkę!
– Nie pójdę – odparła Kinga. – Codziennie jesteś pijany, synek już się ciebie boi. Jasiek ma roczek, a już tyle widział. Dość tego!
Pod płacz dziecka matka została ponownie pobita. Hałas usłyszała sąsiadka, Irena Zawadzka, i jak zwykle w podejrzanych sytuacjach – zadzwoniła na policję.
Irena Zawadzka była osobliwą postacią. Trudno powiedzieć, że sąsiedzi ją nie lubili – raczej nie mogli znieść. Każdy z nich prędzej czy później stał się obiektem jej donosów. Niekoniecznie do policji – skarżyła się też do administracji, spółdzielni mieszkaniowej, a nawet opieZ czasem Kinga odnalazła spokój, Irena zaś, ku zaskoczeniu wszystkich, okazała się najwierniejszą przyjaciółką, której serce, choć zgorzkniałe przez życie, wciąż potrafiło kochać.



