Paskuda
– Dobry wieczór, państwo! Sąsiadka z dołu zgłosiła hałasy i krzyki z waszego mieszkania – na progu stał dzielnicowy. – Mogę wejść?
– Oczywiście – drżącym głosem odezwała się Kinga. – Tylko uspokoję dziecko.
W rzeczywistości Kinga drżała nie z powodu wizyty policjanta, ale dlatego że mąż znów ją pobił. Tym razem za to, że wylała całą wódkę do sedesu. Kiedy Bartosz to zauważył, wpadł w szał:
– Jestem mężczyzną i mam prawo się zrelaksować po pracy! Ty siedzisz w domu na macierzyńskim, odpoczywasz, a ja haruję na budowie! Idź i kup mi butelkę!
– Nie pójdę – odpowiedziała Kinga. – Codziennie jesteś pijany, syn cię już się boi. Jasiek ma rok, a już tyle widział! Przestań pić, Bartek!
Pod wrzask dziecka matka znów dostała lanie. Hałas usłyszała sąsiadka, Helena Kowalska, i jak zwykle postąpiła tak, jak zawsze – wezwała policję.
Trzeba przyznać, że Helena Kowalska była nie lada numerem. Mówienie, że sąsiedzi jej nie lubili, było grubym niedopowiedzeniem – nie cierpieli jej. Na każdego z nich niestrudzona Helena kiedyś doniosła. I niekoniecznie na policję – były jeszcze inne instytucje: administracja, zarząd wspólnoty, a nawet opieka społeczna.
– Wie pani, wydaje mi się, że mama tego Kuby z piątego piętra go w ogóle nie karmi. Tak schudł i chodzi jak włóczęga – dzwoniła Helena do opieki społecznej. – Trzeba tę rodzinę sprawdzić. Matka ciągle uśmiechnięta, pewnie ćpa albo coś gorszego.
Pracownica opieki przyjęła zgłoszenie do wiadomości i obiecała „wrażliwej obywatelce” podjąć działania.
Tymczasem biedna mama Kuby, chłopca z tendencją do nadwagi, przeżyła szok, gdy do jej drzwi zapukała cała komisja. Okazało się, że Kubie zalecono dietę, bo w wieku dziewięciu lat ważył jak nastolatek. Dieta przynosiła efekty, dlatego matka była zadowolona. A co do ubrań – choć Kuba był pulchny, był też bardzo ruchliwy, więc spodnie i koszulki „paliły się” na nim w mgnieniu oka.
Ale Helena oczywiście o tym nie wiedziała, bo nie utrzymywała kontaktów z sąsiadami, wręcz ich unikała.
Starsi mieszkańcy kamienicy opowiadali, że kiedyś, bardzo dawno temu, do jej mieszkania włamali się bandyci. Od tamtej pory przestała ufać sąsiadom – była przekonana, że to oni naprowadzili zbirów, gdy dowiedzieli się, że z mężem wybrali pieniądze na zakup starego Malucha. Mąż wtedy ciężko ucierpiał w bójce, próbując obronić mienie, i wkrótce zmarł. Helena nigdy nie pozbierała się po tej tragedii i już nie wyszła za mąż.
Ale młodzi sąsiedzi, których była większość, nie znali tej historii.
– Posprzątaj za swoim psem, patrzcie go, moda na rozsiewanie kup po chodnikach! Lepiej posprzątaj, bo będzie gorzej! – krzyczała Helena na młodego sąsiada wyprowadzającego psa przed snem.
– Jak ci zależy, to sama posprzątaj, stara jędzo – prychnął chłopak.
Ogromny pies, który właśnie załatwił swoje potrzeby, warknął na obcą kobietę i szarpnął smyczą, próbując dosięgnąć Heleny. Ta przestraszyła się i cofnęła, chowając w sercu urazę, która prędzej czy później miała przekształcić się w zemstę.
I tej zemsty młodzian doświadczył rankiem pod własnymi drzwiami, gdy przypadkiem nadepnął w białych adidasach na psie „dzieło”.
– Żeby cię! – wrzasnął i zabrał się za sprzątanie „tworu” swojego ukochanego czworonoga.
Helenie się upiekło – chłopak nie wiedział, w którym dokładnie bloku mieszka kobieta, która dotrzymała słowa. Klął pod nosem, wyrzucając buty do śmietnika.
Tymczasem za białymi firankami uśmiechała się pewna staruszka, bardzo z siebie zadowolona. Od tamtej pory ścieżki na placu zabaw i wokół bloku były czyste. Wieść o „niespodziance” szybko rozeszła się wśród lokalnych psiarzy…
– Więc co się stało? – dzielnicowy rozejrzał się po pokoju, gdzie w łóżeczku, trzymając się szczebelków, płakał mały Jasiek.
– Nic – burknął Bartosz. – Oglądałem mecz i za głośno komentowałem. Co z tego, że grają jak ślimaki!
Kinga spojrzała na męża ze strachem. Wiedziała, że musi podtrzymać jego kłamstwo, bo inaczej będzie źle. Policjant spojrzał na nią pytająco. DomKinga przytuliła Jaśka mocniej, wiedząc, że to dopiero początek jej walki o nowe życie bez strachu.


