Nasz syn Witek ma już 30 lat, z mężem byliśmy już zdesperowani, myśleliśmy, że syn nigdy się nie ożeni, zostanie w domu sam do późnej starości. Nie dość, że Witek pracuje w domu na komputerze i prawie nie wychodzi, to jeszcze waży ponad 100 kg, więc jaka młoda dziewczyna w ogóle by na niego spojrzała? I wtedy zaczęliśmy zauważać, że syn ładnie się ubiera i wychodzi. Uznaliśmy, że ma dziewczynę, ale nie pytaliśmy go o to, żeby go nie zawstydzić. Pół roku później, Witek sam powiedział, że chce nam przedstawić swoją narzeczoną. Razem z mężem, przygotowaliśmy się na przyjazd dziewczyny, ugotowaliśmy wiele pysznych rzeczy. Kiedy ją zobaczyliśmy… oczy mi prawie wyszły z orbit. Narzeczona mojego syna, była tylko o kilka kilogramów lżejsza od niego i wyglądała tak samo grubo jak nasz Witek.
Nie wyobrażam sobie, co by się z nią działo po porodzie, to mogło mieć poważny wpływ na jej zdrowie. Kasia jadła z takim samym apetytem jak nasz Witek. To jest to, co ich łączyło. Okazało się, że znaleźli się na portalu randkowym. Kilka miesięcy później, wzięli ślub. Suknię Kasi trzeba było zamówić, bo żaden salon ślubny w naszym mieście, nie miał sukni w jej rozmiarze. Podpowiadałam Kasi, że powinna trochę schudnąć, ale ona udawała, że mnie nie rozumie. Młodzi zaczęli mieszkać razem z nami w domu. Nie nadążałam dla nich gotować, jedli wiadrami. Czułam się jak kucharka w szkolnej stołówce. Jak tylko zjedliśmy śniadanie, wracali do lodówki. Kasia została w domu, nie spieszyło jej się do pracy. A nasz syn, dalej siedział przy komputerze, zarabiając jakieś pieniądze. Nie dawali nam prawie żadnej gotówki na artykuły spożywcze, a my z mężem wydawaliśmy wszystkie pieniądze na jedzenie. Wtedy podpowiedzieliśmy synowi:
– Witek, jesteś już dorosłym człowiekiem, powinieneś z żoną wyprowadzić się, zamieszkać osobno, poprawić swoje życie… – Zaczęłam.
– Zjadacie pół lodówki, moja pensja nie jest z gumy, nie możemy was wyżywić. – Kontynuował niegrzecznie ojciec.
Po tej rozmowie, Witek był bardzo obrażony, ale jeszcze tego samego wieczoru spakował z Kasią swoje rzeczy i wyprowadził się. Przez rok, syn prawie się z nami nie kontaktował, dzwonił tylko w święta.
Pewnego dnia, włączyliśmy z mężem telewizor i zobaczyliśmy prezenterkę o bardzo znajomej twarzy. Potem przeczytaliśmy jej imię i nazwisko, okazało się, że to Kasia. Natychmiast zadzwoniliśmy do naszego syna i powiedzieliśmy mu, że widzieliśmy Kasię w telewizji. Wtedy Witek opowiedział nam, że zaczęli sami pracować, żeby zarobić na wynajęte mieszkanie i jedzenie. Kasia zaczęła się uczyć, żeby zostać prezenterką, a teraz pracuje. Dużo schudli, zaczęli chodzić na siłownię i poprawiła się jakość ich życia. Za to wszystko są teraz nam wdzięczni, bo daliśmy im odpowiedniego kopa do działania. Teraz wszystkie urazy zostały zapomniane, a Witek i Kasia często nad odwiedzają i mamy bardzo dobre relacje.



