Zawsze wiedziałem, że mnie znajdziesz

Szymon nie mógł uwierzyć, że to nie był sen. Że do końca życia pozostanie w domu dziecka. Wcześniej żył szczęśliwie z matką i siostrą. Chłopiec bardzo kochał swoją rodzinę, uwielbiał spędzać z nią czas. Tym bardziej nie mógł zrozumieć, dlaczego jego matka to zrobiła. Nawiasem mówiąc, Szymon zrobił duże postępy w sporcie, miał dołączyć do paraolimpijskiej drużyny pływackiej. Ale nie wyszło.

Jego wcześniejsze życie było pełne miłości i radości. Choć chłopiec urodził się z chorobą genetyczną, która ograniczała pracę jego nóg, dorastał w kochającej rodzinie. Nawet gdy jego mama i tata rozwiedli się, nie wpłynęło to na ich stosunek do dzieci.

Przez 5 lat od rozwodu tata aktywnie uczestniczył w życiu syna. Codziennie zabierał go na trening pływacki, ponieważ razem przygotowywali się do przełomu w karierze sportowej Szymona. Z powodu dużego wysiłku fizycznego stan zdrowia chłopca zaczął się pogarszać, ale odejście ze sportu było dla niego równoznaczne z porażką. Ojciec znalazł więc najlepszy ośrodek rehabilitacyjny w mieście, opłacał kursy leczenia i uczęszczał na zajęcia z synem.

To właśnie w klinice tata poznał swoją przyszłą żonę Olgę, a rok później oboje przeprowadzili się za granicę. Matka Szymona nie była w stanie opiekować się jednocześnie zdrowym i  niepełnosprawnym dzieckiem, dodatkowo opłacać jego rehabilitację i treningi. Być może właśnie to wpłynęło na powód odrzucenia chłopca.

Minęły lata, a wraz z nimi zniknęła nadzieja, że ​​matka zabierze go do domu. Otrzymywał kartki urodzinowe i noworoczne od swojej siostry, ale nie było żadnych wieści od matki. Tegoroczne urodziny nastolatka wypadały w Wielkanoc. Gdy Szymon sobie to uświadomił, jego nastrój stał się jeszcze bardziej ponury. Widząc, jak pracownicy domu dziecka wymieniają się świeżo upieczonymi ciastkami wielkanocnymi, bardzo bolało go wspomnienie wypieków matki.

Nadeszło święto Wielkanocy i dzień urodzin Szymona. Siedział sam, za oknem padał deszcz.

Nagle drzwi się otworzyły. Jego przyjaciele stali w progu.

– Wszystkiego najlepszego, Stary. Cierpliwości i zdrowia! – krzyknął Piotrek i podał cukierki.

-Wow, tak się cieszę! – odpowiedział zakłopotany Szymon.

-Przygotowaliśmy się – powiedział Piotrek, wyjmując ciasto.

-No to wejdźcie, napijmy się herbaty! – nie przestając się uśmiechać, jubilat pospieszył, aby nakryć świąteczny stół.

Przyjaciele z niewielkim smutkiem spędzili razem ten dzień. Byli rodziną. Nikt nie wspominał rodziców, był to dla nich zbyt bolesny temat. Gdy nadeszła cisza nocna, wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Choć przez kilka godzin Szymon czuł się potrzebny. Tak spędził swoje osiemnaste urodziny.

Rano rozległo się pukanie do drzwi. W drzwiach stał nieznajomy mężczyzna.

– Synu, kochany! Wszystkiego najlepszego.

Szymon pomyślał, że jeszcze śpi. Nie wstawał z łóżka.

– Synu, hej! Jesteś chory? – pochylony nad łóżkiem stał siwowłosy mężczyzna.

– Czy jesteś moim ojcem? – chłopak spojrzał na mężczyznę, próbując przypomnieć sobie znajome rysy jego twarzy, ale nieufność nie pozwoliła mu poznać  osoby stojącej obok.

– Mój synu, przyleciałem do ciebie z Turcji. Przez tyle lat nawet nie wiedziałem, że twoja matka wysłała cię do tego piekła.

– Ze mną nie jest tak źle, mam przyjaciół, a jedzenie jest smaczne – odpowiedział smutno Szymon.

– Spakuj się. Niedługo mamy samolot.

– Nie rozumiem, gdzie mnie odsyłają? – zaniepokoił się Szymon.

– Zabieram cię ze sobą, lecimy do mojego domu.

Szymon nie wytrzymał. Poczuł pieczenie po powiekami i nie mógł powstrzymać płynących łez.

-Szymon! Spakuj się natychmiast. – burknął kierownik.

-Zawsze wiedziałem, że mnie znajdziesz! – powiedział syn do ojca.

W końcu, po długiej rozłące, ojciec i syn wpadli sobie w ramiona.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 1 =

Zawsze wiedziałem, że mnie znajdziesz