Zawsze byłam tą czarną owcą w rodzinie i do dzisiaj jestem dla bliskich obca

Zawsze byłam tą czarną owcą w rodzinie i do dzisiaj jestem dla bliskich obca

Mój brat Sebastian jest ode mnie młodszy o dwanaście lat, jednak mamy różnych ojców. Nie znam mojego ojca, poniewż opuścił moją matkę i mnie, gdy nie miałam nawet roku. Od tamtej pory już nikt więcej go nie widział ani o nim nie słyszał, nie pomagał także w żaden sposób finansowo.

Kiedy miałam dziesięć lat, moja mama wyszła za mąż po raz drugi. Ojczym mnie nie lubił, uważał za ciężar, a kiedy urodził się brat, wysłali mnie do szkoły z internatem. Do domu wracałam tylko na weekendy i święta. W domu ciągle słyszałam kłótnie i widzałam awantury, bo ojczym lubił wypić, a wtedy obrażał moją matkę i czasem nawet podnosił na nią rękę. Zawsze jej broniłam. Raz nawet ojczym wyrzucił mnie z domu, gdy przyjechałam na weekend z lekkim przeziębieniem mówiąc, że nikt mnie tu nie będzie leczył. Mama nie mogła nic zrobić, a ja musiałam wrócić z gorączką.

Bardzo kochałam mojego brata, a on wtedy także traktował mnie dobrze. Kiedy Sebastian miał dwadzieścia lat, mama z ojczymem przeprowadzili się na pomorską wieś. Mieszkanie zostawili Sebastianowi, a ja wówczas byłam już po ślubie i mieszkałam w stolicy. Dwa razy do roku jeżdżę do nich w odwiedziny, mój brat mieszka już ze swoją rodziną, kupił sobie nawet własne trzypokojowe mieszkanie, a mama obecnie jest sama, bo ojczym ją porzucił.

Podejrzewałem tych ludzi o najgorsze, a oni okazali nam tyle serca

Ja mieszkam w dosyć małym, czterdziestometrowym mieszkaniu, gdzie mieszkamy we czworo – ja z mężem, jego siostrą i teściową. Mieszkanie mamy należy już formalnie do nas, przepisała je na nas wiele lat wcześniej. Jest czteropokojowe, w dodatku znajduje się w świetnym miejscu. Przez te wszystkie lata namawiam brata, żebyśmy sprzedali te mieszkanie, kupili mamie kawalerkę, a pozostałą kwotę podzielili między siebie. Mnie by to bardzo ułatwiło moją ciężką sytuację. On jednak się na to nie zgadza i mówi, że przecież mogłabym zamieszkać z mamą, na pewno by mnie nie wyrzuciła tym bardziej, że jest sama.

Za każdym razem, gdy ich odwiedzam, staramy się rozwiązać ten problem, ale jest tak samo od prawie dwudziestu lat. Mama zgadza się ze mną, ale kiedy od niej wychodzę, dzwoni i mówi: „Wiesz, jednak Sebastian mi to odradził. Jak chcesz, możecie się do mnie z mężem wprowadzić, ja nie będę aż tak samotna, a Wy nie będziecie się gnieździć na małym metrażu”.

Nie spodziewałam się tego po nich. Mamy dorosłego syna, którego chcę mieć blisko siebie. Jeśli zdecydowałabym się przenieść do mamy, czyli 300 km od stolicy, to musiałabym rzucić pracę, a zostały mi już tylko trzy lata do emerytury. Kto mnie zatrudni w takim wieku w innym miejscu, w dodatku w małym miasteczku? Nie wiem, dlaczego ani mama, ani brat nie potrafią mnie zrozumieć.

Teraz na długi weekend majowy znowu jadę do mamy i tym razem nawet nie będę wspominać o mieszkaniu – pogodziłam się już z tym, że nie uda się dojść do żadnego porozumienia. Wszyscy dookoła mówią mi, że muszę po prostu przestać się kontaktować z rodziną, a nie jeszcze ich odwiedzać, ale ja nie mogę, bo to jednak krewni.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × dwa =

Zawsze byłam tą czarną owcą w rodzinie i do dzisiaj jestem dla bliskich obca