Zaprosiliśmy z mężem dzieci do siebie z okazji urodzin źony. Ta kobieta całe życie troszczyła się o dzieci, pracowała i zajmowała się domem, aby dzieciom było jak najlepiej w życiu. Teraz jednak okazało się, że nie było warto i szczerze mówiąc to jest mi bardzo wstyd za nasze dzieci. Myślałem, że lepiej je wychowaliśmy, ale się pomyliłem.
Z żoną mieszkamy w dość dużym domu na wsi. Mamy czworo dorosłych dzieci, które już od dawna mają własne rodziny i mieszkają oddzielnie. Żadne z nich nie chciało zostać przy nas i mieszkać pod tym samym dachem mimo, że wystarczyłoby dla wszystkich miejsca. Cóż, takie jest życie, że każdy chce mieszkać bez rodziców u boku.
Na szczęście z żoną mieliśmy wystarczająco pieniędzy, dzięki czemu pomogliśmy każdemu z dzieci kupić swoje lokum. Oczywiście nie daliśmy im całej kwoty, tylko musieli sobie dołożyć resztę, ale i tak uważam, że to duża pomoc i teraz nie muszą się martwić o to, gdzie będą w przyszłości mieszkać. Nie zostawiliśmy ich na lodzie, a ponadto i tak w przyszłości planowaliśmy przepisać na nasze dzieci dom na wsi w równych częściach. Niestety, od jakiegoś czasu widzę, że dzieci mniej się nami interesują, nie odwiedzają nas tak często. Poza tym oni między sobą też raczej się nie komunikują – zarówno moich dwóch synów, jak i moje dwie córki nie mają ze sobą zbyt bliskiej relacji i wydają się być sobie obcy. Nie rozumiem, dlaczego w ogóle tak się zachowują.
Zawsze miałem nadzieję, że kiedy dorosną i będą mieli swoje rodziny, wszyscy razem będziemy spędzać czas i tworzyć razem jedną, wielką, kochającą się rodzinę. Niestety, okazało się z czasem, że zebranie wszystkich dzieci ze swoimi rodzinami przy jednym stole jest wielkim wyzwaniem i nawet w święta jest to ciężkie to zrealizowania. Ostatnio jednak moja żona miała urodziny i zdecydowałem, że to idealna okazja na to, aby w końcu spędzić czas całą rodziną – jak za dawnych lat. Na szczęście się nie migali i przyjechali do matki w dniu jej urodzin, przywożąc ze sobą prezenty.
Ledwo jednak usiedliśmy do stoły, zrobiliśmy dzieciom kawę, a oni nagle zaczęli się zbierać. Tak długo przygotowywaliśmy się na ten dzień, zrobiliśmy pyszny obiad, z żoną przygotowaliśmy 3 rodzaje słodkich ciast, a oni co? Zamienili kilka zdań i obwieścili, że się zbierają! Udało mi się ich przekonać, żeby zostali chociaż na ciasto, ale na obiad już żadne z nich nie poczekało.
Nie rozumiem, dlaczego nasza rodzina tak się od siebie oddaliła? Co zrobiliśmy źle?
Żona po wyjściu dzieci miała łzy w oczach, a mnie serce pękało, gdy na nią patrzyłem. Człowiek zaharowywał się dla nich na śmierć, żeby dać im wszystko, a one teraz nie mogą znaleźć dla nas ani chwili.
