Siedzę w swoim pokoju i patrzę na moje dzieci. Mamy z mężem dwóch synów, bliźniaków. Teraz mają trzy lata. Mój mąż jest oficerem na statku odbywającym rejs długodystansowy. Zakochałam się w marynarzu, ale nie wiedziałam, jak duże wyzwanie mnie czeka.
Paweł i ja spotykaliśmy się przez kilka lat. Gdy byliśmy w szkole średniej, chodziliśmy na regularne randki. Potem, on był kadetem w szkole wojskowej, ja byłam studentką medycyny. Chodziliśmy do kina, muzeów i teatru. Lubiliśmy spędzać razem czas, choć nie snuliśmy planów na wspólną przyszłość. Paweł był skromny, a ja lubiłam jego sposób bycia. Było nam dobrze tak jak było. Po studiach mój chłopak wyjechał na służbę, a ja zostałam, żeby dokończyć studia. Często do siebie dzwoniliśmy, ale kiedy Paweł wyruszył w rejs nasz kontrakt urwał się na długie tygodnie. Cisza trwała ponad sześć miesięcy, a potem zadzwonił telefon:
– No więc, jeszcze jesteś panną? Czyli czekasz na mnie? – Śmiejąc się, zapytał Paweł.
Nie interesowali mnie inni faceci. Zdałam sobie sprawę, że w moim życiu nigdy nie będzie nikogo lepszego niż mój chłopak, ale nie mogłam mu tego powiedzieć otwarcie, wstydziłam się. Pewnego dnia drzwi się otworzyły i na progu mojego pokoju stanął przystojny, wysoki oficer z bukietem kwiatów. Paweł otrzymał urlop i przyjechał do mnie bez uprzedzenia.
Spędziliśmy razem cały tydzień. Nie potrzebowaliśmy żadnych muzeów, ani teatrów. Spacerowaliśmy, robiliśmy pikniki i oglądaliśmy filmy, było cudownie. Tydzień później Paweł wyjechał na służbę, a po kolejnym miesiącu dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka. Szczerze mówiąc, byłam przerażona. Jak Paweł przyjmie tę wiadomość? Próbowałam się do niego dodzwonić, ale nie był dostępny, znowu popłynął w długi rejs. Przez kolejnych sześć miesięcy byłam sama ze swoimi myślami. Rodzice uspokajali mnie, mówiąc, że wszystko będzie dobrze.
Wreszcie nadszedł długo oczekiwany telefon. Usłyszałam znajomy głos i serdeczne pozdrowienie. Powiedział, że wkrótce do mnie przyjedzie.
– Będzie co ma być – pomyślałam, bo nie powiedziałam mu przez telefon o dziecku.
Nadeszła decydująca chwila. Drzwi się otworzyły. Kiedy Pawełzobaczył mnie, z wielkim brzuchem otworzył usta ze zdumienia.
– Czy to jest to, co myślę? – Zapytał.
Po prostu, w milczeniu skinęłam głową. Podniósł mnie na ręce i zaczął ze mną tańczyć!
– Dlaczego mi nie powiedziałaś?
– Próbowałam się do Ciebie dodzwonić, ale telefon był niedostępny.
Następnego dnia poszliśmy do Urzędu Stanu Cywilnego. Biorąc pod uwagę szczególne okoliczności – krótki urlop pana młodego i moją ciążę – dostosowano się do nas i mogliśmy zarejestrować nasze małżeństwo niemal natychmiast. Dwa miesiące później urodziłam bliźnięta. Paweł stara się przyjeżdżać częściej do domu, do żony i swoich dzieci, bo z biegiem lat zdajemy sobie sprawę, że nie pieniądze są najważniejsze, tylko bycie razem.



