Wszystko zaczęło się w nocy. Zaczęłam odczuwać skurcze i czułam, że niebawem zacznę rodzić, dlatego mąż zawiózł mnie do szpitala. Był zmęczony po ciężkim dniu pracy, więc kiedy go obudziłam, był mocno zaspany. Chyba nawet nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co się dzieje, dlatego wparował ze mną na porodówkę. Chciał być moim wsparciem w trakcie powodu, bo bardzo bałam się, że coś pójdzie nie tak.
Pielęgniarka pocieszała go, że to już niedługo i niebawem będzie po wszystkim. Do teraz pamiętam ich rozmowę:
– Proszę się pospieszyć! Niech Pan się rozbierze i wejdzie na salę, zaraz żona urodzi!
– Rozebrać? Ale w jakim sensie? – zapytał zestresowany i zdezorientowany mąż.
Ja wówczas miałam już naprawdę silne skurcze, więc tylko do niego krzyknęłam:
– Rób, co Pani mówi i chodź tutaj szybciej!
Następnie przewieziono mnie na porodówkę, gdzie zaczęła się moja męka. W przerwach między skurczami wpatrywałam się w drzwi, czekając na przyjście mojego męża.
W końcu przyszedł, ale wyglądał tak komicznie, że chyba wszyscy, którzy wtedy to widzieli, zapamiętają tę sytuację do końca życia. Wszyscy wówczas po prostu wybuchli śmiechem i wcale się nie dziwię, bo mój mąż miał na sobie tylko… majtki! W dodatku to były majtki w serduszka, wyobrażacie to sobie?! Na początku oczywiście zapadła martwa nisza, ale potem już nikt nie mógł się powstrzymać i wszyscy wybuchli salwą śmiechu. Ja sama nie wiedziałam, co robić – czy śmiać się, czy płakać, ale nawet przez chwilę przestałam odczuwać ból – tak mnie wmurowało. Kiedy wszyscy przestali się śmiać, wyprowadzili męża z sali porodowej i dali mu sterylny fartuch.
Kiedy go zapytali, dlaczego postanowił wejść na salę w samych majtkach, on gwałtownie odpowiedział:
– Powiedzieli mi, że mam się rozebrać, to się rozebrałem…
Jego zawstydzone i zarazem złowrogie spojrzenie było skierowane w całości na pielęgniarkę, która kazała mu to zrobić. Ona jednak była zdezorientowana, bo miała na myśl odzienie wierzchnie, a nie całe ubranie, ale mimo tego przeprosiła go za nieporozumienie. To nie była jej wina, tylko on ją po prostu źle zrozumiał, a ja jeszcze nieświadomie przytaknęłam.
Mąż nie lubi wspominać tej historii, ale ja uśmiecham się za każdym razem, gdy widzę te pamiątkowe gatki w szafie.
