Wiem, że czasami życie jest niesprawiedliwe i człowiek nawet nie spodziewa się tego, co go czeka. Zawsze myślałam, że w moim życiu było już tyle złego że gorzej być nie może, jednak ostatnie wydarzenie przeszło już moje najśmielsze wyobrażenia.
Wnuk, czyli mój ukochany Sebastianek, przyszedł do mnie parę miesięcy temu cały roztrzęsiony i z torbą w rękach. Powiedział, że matka, czyli moja córka, po prostu wyrzuciła go z domu. Kiedy to usłyszałam, aż zrobiło mi się słabo.
Moja córka Julianna wzięła ślub z prostym chłopakiem ze wsi. Był to miły mężczyzna, serdeczny i widać było, że naprawdę kocha moją córkę. Niestety, po latach Julianna znudziła się życiem z niewykształconym facetem ze wsi i wyrzuciła go z domu. Chciała, aby jej syn Sebastian nie był taki, jak jego ojciec – aby coś osiągnął, wykształcił się, nie był takim prostym człowiekiem. Czułam, że to niedobrze się skończy, ale cóż mogłam zrobić? Byłam tylko babcią.
Sebastian jednak od zawsze miał marzenie – chciał być zwykłym nauczycielem historii. Julianna jednak nie chciała na to pozwolić, ponieważ powtarzała, że Sebastian powinien iść na medycynę i zostać lekarzem. Gdy się nie dostał na te studia, wyrzuciła go z domu.
Od tamtej pory Sebastian mieszka ze mną w mieście. Studiuje historię ze specjalizacją pedagogiczną tak, jak od początku chciał. Jestem z niego dumna. Ale ja mam tylko skromną emeryturę i koszty utrzymania Sebastiana przekraczają moje możliwości. Co noc leżę i myślę o tym, co mam robić. Jak pomóc wnukowi, który ma przed sobą całe życie, marzenia, kiedy sama nie mam nic?
Moja córka kiedyś była taką dobrą dziewczyną, a teraz całkiem się zmieniła, o swoim synu nie chce nawet słyszeć. Byłam u niej trzy razy, błagałam, płakałam, żeby zainteresowała się synem i jej pomogła, ale to nie odnosi żadnego skutku. Śmieje mi się w twarz, że możemy pozwać ją nawet o alimenty, ale ona sama na pewno nie pomoże. Jak mogła tak postąpić? Jak mogła wyrzucić własne dziecko na ulicę? To już nie ta sama osoba, którą wychowałam.
Siedzę teraz i patrzę na Sebastiana, który uczy się do egzaminów. Widzę w nim tyle determinacji, tyle siły, a czuję się taka bezsilna. Chcę mu pomóc, ale jak? Moje myśli krążą w kółko wokół tego tematu. Czy powinnam prosić o pomoc jego matkę? Czy powinnam powiedzieć Sebastianowi, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji? Z drugiej strony nie chcę jednak, aby się martwiła. Chcę, by skupił się na nauce i na swoich marzeniach, bo przecież on jest teraz najważniejszy. Może kiedyś Julianna zrozumie swój błąd, ale czy nie będzie wtedy już za późno? Czy Sebastian wybaczy kiedyś swojej matce?
Życie pisze różne scenariusze, ale ten… ten przekracza wszystko, co mogłam sobie wyobrazić.
