W ślad za nim

— Krzysiu, co z tobą nie tak? Spójrz tylko – polski dwója, matematyka lufa, a z literatury w ogóle uciekłeś! Dlaczego się nie uczysz i ciągle wagary? Co ja mam z tobą zrobić, ty moja zgryzoto! – znowu zmartwiła się Małgorzata, przeglądając dziennik syna, ósmoklasisty.

— Nie wiem. – mruknął nastolatek i odwrócił się od matki.

— Gosia, daj chłopakowi spokój! Literatura, biologia… Ja też kiedyś wagary miałem i co, wyszedłem na porządnego faceta! – dobiegł z drugiego pokoju pijany głos męża Tomasza, leżącego na kanapie.

— No i widać! Żebyś chociaż po męsku z synem pogadał, ale ciebie nie ma – ty już trzeci dzień nie trzeźwiejesz! – krzyknęła Małgorzata.

— No i co z tego?! Mam prawo! Nie piję za twoje! A poza tym, u Kazika jubileusz był! Pięćdziesiątka, między nami mówiąc! – odparł Tomasz, opadł na poduszkę i znowu zapadł w sen.

…Małgorzata wychowała się w inteligenckiej rodzinie. Rodzice wpajali jej nie tylko dobre maniery, ale też zadbali o solidne wychowanie. Gosia pilnie uczyła się w szkole, dostała się na prestiżowy wydział. Tylko złośliwy los zetknął ją z Tomaszem.

Poznali się na studenckiej imprezie. Małgorzata była na czwartym roku, a Tomek skończył zawodówkę i dostał pracę w fabryce. Gosia od razu zwróciła uwagę na przystojnego chłopaka o wyrazistych oczach. Wyglądał trochę starzej niż był w rzeczywistości. Wtedy jeszcze nie wiedziała, jak ten człowiek zburzy jej uporządkowane życie.

Zaczęli się spotykać, a ślub wzięli tego lata, gdy Małgorzata zaliczyła wszystkie egzaminy i obroniła pracę dyplomową. Na początku było dobrze, ale już wtedy nie podobało się jej, że mąż nie przepuści żadnej okazji do picia. Każdy, nawet najdrobniejszy pretekst, zamieniał się w huczną biesiadę z alkoholem…

W pewnym momencie zrozumiała, że popełniła błąd – ona i mąż w ogóle do siebie nie pasowali. Postanowiła się rozwieść. Ale los znów pokrzyżował jej plany – dowiedziała się, że jest w ciąży.

Nie mogła zdecydować się na usunięcie. Zostawić dziecko bez ojca też nie było dobrze. Optymistka z natury, Małgorzata wierzyła, że z narodzinami dziecka mąż się ogarnie. Ale gdy ten pijany przywlókł się do niej do szpitala, z goryczą zrozumiała – nic się w nim nie zmieni.

I tak się stało. Tomasz pił często i dużo. W domu pomagał byle jak, bo albo wychodził na kolejną imprezę z kumplami, albo odsypiał poprzednią.

Małgorzata nie narzekała, ciągnęła wszystko sama: pracowała ciężko i zarabiała dobrze, w mieszkaniu było czysto i przytulnie, synowi Krzysiowi poświęcała czas. Ale im starszy był chłopak, tym bardziej upodabniał się do ojca. Gosia nie widziała w nim siebie: Krzyś niechętnie się uczył, odmawiał udziału w zajęciach dodatkowych.

Do siódmej klasy zupełnie się rozpuścił.

— Małgorzato Stanisławówno, proszę porozmawiać z synem. Na lekcjach się wymądrza, nie słucha, a o ocenach to już lepiej nie mówić… Płakać się chce… – takie uwagi stale słyszała od wychowawczyni.
Po każdych wywiadówkach wracała do domu i w duchu obwiniała siebie, że coś robi nie tak, gdzieś zawodzi.

Na początku Krzyś tłumaczył się i obiecywał poprawę. Ale słowa były puste.

Skończył gimnazjum. O liceum nie było mowy. Trzeba było iść do zawodówki. Małgorzata z przerażeniem uświadomiła sobie, że syn dosłownie idzie w ślady ojca. A Tomasz do tego czasu był już alkoholikiem. Kobieta regularnie wyciągała go z ciągów, znosiła awantury i, co gorsza, chodziła do fabryki, błagając, by męża nie zwalniali.

W zawodówce Krzyś też się nie przykładał: opuszczał zajęcia, ubliżał nauczycielom, kłócił się z kolegami. Matce mówił, że nauka go nudzi.

— Mamo, może rzucić szkołę i pójdę do taty do pracy? Zarabiałbym od razu… Kasa się przyda. — powiedział kiedyś.

— Synku, co ty mówisz?! Jaka kasa? Po co ten slang… Trzeba zdobyć choć podstawowe wykształcenie, potem zawsze można się dokształcić. Czy naprawdę chcesz żyć jak twój ojciec?

— No a co w tym złego? Tata żyje normalnie.

— No właśnie! Co w tym złego? Czepiasz się chłopaka jak rzep! Jak chce pracować, to niech idzie! Zwłaszcza że miejsce mamy. — wtrącił się Tomasz.

Małgorzacie udało się namówić syna, by skończył szkołę. Biegała do nauczycieli, prosiła, by przymknęli oko na jego zachowanie.

Jakoś zdał. I od razu oznajmił, że idzie do fabryki. Gosia odradzała, bo wiedziała, jak to się skończy. Zwłaszcza że Krzyś był uderzająco podobny do ojca – wyglądem i charakterem. Kobieta z przerażeniem zauważyła, że nie ma w nim nic po niej. To był syn Tomasza.

Ale jak każda matka, do końca wierzyła, że syn się opamięta. Lecz los znów nie był łaskawy. Spełniły się jej najgorsze obawy – syn zaczął pić z ojcem.

Pewnego dnia wróciła z pracy. W przedpokoju potknęła się o coś i omal nie upadła. Zapaliła światło…

Na podłodze leżał nieprzytomny Krzyś. Uklękła i zaczęła go budzić:

— Krzyś, co z tobą? Synku, źle się czujesz? — już sięgała po telefon.

— Eee, mamo… Zostaw mnie, zmęczony jestem… Idź sobie… — machnął ręką i usnął.

Zapach alkoholu był nie do pomylenia. Upił się tak, że nie doszedł nawet do łóżka. Tak samo robił Tomasz, gdy był młodszy.

W kuchni zastała pijanego męża. Chciała urządzić awanturę, ale w ostatniej chwili zrezygnowała.

Wzięła torbę i wyszła. Szła ulicą, nie wiedząc, dokąd pójść. Bliskich przyjaciół nie miała. Dotarła do parku i usiadła na ławce. Jesień była ciepła, wokół ludzie się śmiali. Patrzyła na ich radosne twarze i nie rozumiała, czym sobie zasłużyła na taki los.

Nagle z krzaków wybiegł pies z czerwonym piłeczkiem w pysku. Kobieta drgnęła.

— Przepraszam, wystraszył panią? Bure— Przepraszam, czy przeszkodziłem? Burek, chodź tu! – zawołał mężczyzna, a pies posłusznie podbiegł do swego pana.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × cztery =

W ślad za nim