Dzisiaj znów miałam tę samą koszmarną sytuację. Ledwo zapadł zmrok, a już usłyszałam pukanie do drzwi, tak głośne, że aż serce podskoczyło mi do gardła.
— Wyłączcie tę swoją maszynę do piekła! Przez was nie mogę spać! — rozległ się krzyk za drzwiami.
Ktoś zaczął napierać na klamkę i wciskać dzwonek bez opamiętania. Alicja aż podskoczyła, upuszczając pilot. Krzysztof niechętnie poruszył się na łóżku.
W pokoju ledwie świeciła się lampka nocna. Za oknem wisiała duszna, letnia spiekota. Alicja narzuciła na siebie szlafrok i podeszła do drzwi.
Za nimi stała kobieta około siedemdziesięciu lat, o wąskich ustach i zirytowanym spojrzeniu. Miała na sobie prostą, bawełnianą sukienkę w kwiaty, a w ręce trzymała telefon.
— Przepraszam, ale kim pani jest? — zapytała Alicja, nie otwierając drzwi. Bała się.
— Danuta Stanisławówna! Z trzeciego piętra. Nad moim oknem stoi ta wasza wrzaskliwa maszyna, która nie daje mi spać! Natychmiast ją wyłączcie! Albo wezwę policję. Hałasujecie w niedozwolonych godzinach!
Alicja próbowała wtrącić choć słowo, ale Danuta Stanisławówna nie dawała jej dojść do głosu.
— Nie rozumiem, jak można być tak bezczelnymi! Przez was cierpi cały blok!
— On, w sumie, nie jest aż tak głośny… — ostrożnie powiedziała Alicja. — Celowo słuchaliśmy go przy otwartym oknie.
— Dla was „nie aż tak głośny”, a ja już od tego łoskotu mam ból serca!
— Dobrze, wyłączymy — niechętnie zgodziła się Alicja. — Po prostu nie wiedzieliśmy, że przeszkadza…
— No to teraz wiecie — odcięła Danuta Stanisławówna.
Słychać było oddalające się kroki.
Alicja wróciła do sypialni i wyłączyła klimatyzator. Otworzyła wszystkie okna i balkon, ale to nic nie dało. Upał wdarł się do środka jak duszna fala. Krzysztof długo wiercił się w łóżku, w końcu poszedł pod prysznic, a Alicja leżała, wpatrzona w sufit.
Nie tak wyobrażali sobie pierwsze lato w swoim własnym mieszkaniu…
…Kupili tę kawalerkę zaledwie kilka miesięcy temu. Poprzednie lato w wynajmowanym mieszkaniu wspominali jak koszmar: miski z zimną wodą, przeciągi, wiatrak, który tylko przepychał gorące powietrze. Alicja z drżącymi rękami zaciągnęła kredyt hipoteczny, ale myślała, że teraz już nikt nie będzie im dyktował, jak żyć.
Okazało się, że jednak będzie.
Rano Alicja natknęła się w windzie na inną sąsiadkę — Kingę. Już się trochę poznali, nawet pomogli jej wymienić kran.
— Słuchaj, Kinga — Alicja oparła się o ścianę — włączyliśmy wczoraj klimatyzację, i przyszła do nas skarga. On naprawdę tak hałasuje?
Kinga uniosła brwi.
— Niech zgadnę. Danuta Stanisławówna?
Alicja skinęła głową.
— Cóż… Ona na nas też narzeka. Raz to telewizor jej przeszkadza, raz że syn za głośno się śmieje. Pewnego razu powiedziała, że nasz kot za głośno skacze. Ale już się przyzwyczailiśmy. Dzwoni ze dwa razy w miesiącu i tyle. Do przeżycia.
Alicja mimowolnie się uśmiechnęła.
— Kot? Naprawdę?
— Ano — potwierdziła Kinga. — Teraz nie włączamy telewizora, oglądamy wszystko w słuchawkach. Z synem i kotem trudniej, sama rozumiesz.
Później Alicja spotkała na klatce schodowej Marka. Miał dokładnie ten sam model klimatyzatora, wiszący tuż pod oknem kapryśnej sąsiadki.
— Marek, tobie się nie skarży?
— Nie. Chociaż mój jest dość hałaśliwy. Kumpel mówił, że źle go zamontowali, więc czasem brzęczy. Ale chyba mnie lubi — uśmiechnął się sąsiad.
— A na nas z Krzysztofem ktoś narzeka?
— Nie słyszałem. Wy jesteście cichutcy. Ani dzieci, ani wiertarki, nawet psa nie macie.
Odpowiedzi sąsiadów jakoś nie uspokoiły Alicji. Jeszcze raz włączyła klimatyzator i posłuchała go przy otwartym oknie. Ledwo słyszalny.
W czym więc problem? Może nie w decybelach? Alicji zaczęło się wydawać, że Danuta Stanisławówna po prostu ich nie znosi, więc denerwowało ją wszystko, co związane z nowymi sąsiadami. Albo może nie lubiła, gdy komuś było dobrze. Ludzie tacy istnieją.
Od tamtej nocy zaczęła się ich osobista udręka. Każdego wieczora starali się wychłodzić mieszkanie na zapas, by starczyło choć na pół godziny z zamkniętymi oknami. Ustawili budzik na 22:59. Jeśli spóźnili się choćby o dwie minuty, sąsiadka zaczynała walić w kaloryfer i krzyczeć. Jeśli o pięć minut — przychodziła osobiście.
Żeby jakoś przetrwać w tym upale, stawiali wiatrak przy oknie. Ten hałasował bardziej niż klimatyzacja, ale z jakiegoś powodu w ogóle nie przeszkadzał sąsiadce.
Wezwali nawet majstra, jako odpowiedzialni mieszkańcy. Ten obejrzał jednostkę zewnętrzną i coś dokręcił.
— No, wyregulowałem mocowania i dodałem podkładki wyciszające. Ale ogólnie to i tak macie w miarę cicho. Teraz ledwo słychać. Zrobić go jeszcze cichszym będzie trudno, i po co? — podsumował majster.
Alicja uśmiechnęła się z ulgą. Chciała wierzyć, że teraz w końcu będą mogli spać spokojnie.
Minęły jednak tylko dwa dni, gdy o 23:03 zadzwonił telefon.
— Nie rozumiem, czy u was znowu działa ta maszyna?! — obrażonym tonem zapytała sąsiadka. — U mnie ściany drżą! Jestem chora, ciśnienie mi skoczyło!
— Wezwaliśmy majstra. Nawet on powiedział, że jest cicho. Zrobiliśmy, co tylko mogliśmy…
— Wasz majster nie słucha tego w nocy! Natychmiast wyłączcie, bo wezwę policję!
Krzysztof westchnął i wyłączył. Znowu spali przy wiatraku.
Z czasem Alicja zauważyła, że Danuta Stanisławówna sama nie jest święta w kwestii hałasu. Czasem rozmawiała przez telefon tak głośno, że było słychać przez ściany. Czasem nawet w nocy. Jej głos przechodził w krzyk.
— Jeszcze córką się nazywasz! Ja ci jestem potrzebna tylko, kiedy pieniądze trzeba przesłać! — wrzeszczała Danuta Stanisławówna. — WszysI w końcu pewnego dnia, gdy Danuta Stanisławówna znów przyszła z pretensjami, Alicja po prostu zamknęła drzwi i odeszła, zostawiając ją samą na korytarzu, bo zrozumiała, że czasem jedyne wyjście to przestać słuchać tych, którzy nigdy nie będą zadowoleni.

