— Wyłączcie tę swoją piekielną maszynę! Przez was spać nie mogę! — rozległ się krzyk za drzwiami.
Ktoś zaczął walić w drzwi i naciskać dzwonek. Kinga drgnęła i upuściła pilota. Krzysztof niechętnie przewrócił się na bok.
W pokoju ledwie świeciła się nocna lampka. Za oknem panował duszny, letni upał. Kinga narzuciła szlafrok i podeszła do drzwi.
Na korytarzu stała kobieta około siedemdziesięciu lat, o wąskich ustach i niezadowolonym spojrzeniu. Miała na sobie prostą, perkalową sukienkę i trzymała w ręku telefon.
— Przepraszam, ale… kim pani jest? — spytała Kinga, nie otwierając drzwi. Bała się.
— Janina Kowalska jestem! Z trzeciego piętra. Nad moim oknem stoi wasza wibrująca maszyna, która mi spać nie daje! Wyłączcie natychmiast, albo policję wezwę! Hałasujecie w niedozwolonych godzinach!
Kinga próbowała wtrącić choć słowo, ale Janina Kowalska nie przestawała się wyrzekać bez przerwy.
— Nie rozumiem, jak można być tak bezczelnymi! Przez was cały blok cierpi!
— On chyba nie jest aż tak głośny… — ostrożnie odpowiedziała Kinga. — Słuchaliśmy przez otwarte okno specjalnie.
— Dla was „nie tak głośny”, a ja już od waszego traktora serce mi się gotuje!
— Dobrze, wyłączymy — niechętnie zgodziła się Kinga. — Po prostu nie wiedzieliśmy, że przeszkadza…
— No to teraz wiecie — odcięła Janina Kowalska.
Rozległy się oddalające kroki.
Kinga wróciła do sypialni i wyłączyła klimatyzację. Otworzyła wszystkie okna i balkon, ale to nic nie pomogło. Fala gorąca uderzyła w nich jak dusząca kołdra. Krzysztof długo wiercił się w łóżku, w końcu poszedł pod prysznic, a Kinga leżała, wpatrując się w sufit.
Nie tak wyobrażali sobie pierwsze lato w swoim mieszkaniu…
Kupili tę kawalerkę zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Poprzednie lato w wynajmowanym mieszkaniu wspominali jak koszmar: miski z zimną wodą, przeciągi, wiatrak, który tylko rozpędzał gorące powietrze. Kinga z drżącymi rękami zaciągnęła kredyt, ale myślała, że teraz nikt nie będzie im dyktował, jak mają żyć.
Okazało się, że jednak będzie.
Rano Kinga spotkała w windzie sąsiadkę, Martę. Zdążyły się już poznać, nawet pomogły jej kiedyś wymienić kran.
— Słuchaj, Marto — Kinga oparła się o ścianę — wczoraj w nocy włączyliśmy klimatyzację i przyszła do nas sąsiadka z pretensjami. Czy ona naprawdę aż tak hałasuje?
Marta uniosła brwi.
— Daj zgadnę. Janina Kowalska?
Kinga skinęła głową.
— No… Ona na wszystko narzeka. Raz telewizor za głośno, raz syn się śmieje. Pewnego razu powiedziała, że nasz kot za głośno skacze. Ale my już się przyzwyczailiśmy. Dzwoni raz na miesiąc, można wytrzymać.
Kinga mimowolnie się uśmiechnęła.
— Kot? Naprawdę?
— No — potwierdziła Marta. — My już nawet telewizora nie włączamy, wszystko na słuchawkach. Ale z synem i kotem trudniej, sama rozumiesz.
Później Kinga spotkała na klatce schodowej Tomasza. Miał dokładnie taki sam model klimatyzacji, wisiał akurat pod oknami kapryśnej sąsiadki.
— Tomasz, a ona tobie nie narzeka?
— A gdzie tam. Mój akurat trochę grzmi. Kumpel mówił, że źle zamontowany i dlatego czasem dudni. Ale widocznie ja jej się podobam — zaśmiał się sąsiad.
— A na nas z Krzysztofem ktoś narzeka?
— Nie słyszałem. Wy w ogóle jesteście cicho. Ani dzieci, ani wiertarek, nawet psa nie macie.
Odpowiedzi sąsiadów jakoś nie uspokoiły Kingi. Jeszcze raz włączyła klimatyzację i nasłuchiwała przez otwarte okno. Ledwo słychać.
Więc o co chodzi? Może wcale nie o decybele? Kinga zaczynała podejrzewać, że Janina Kowalska po prostu ich nie znosi, więc irytowało ją wszystko, co związane z nowymi sąsiadami. A może nie lubiła, gdy ktoś miał lepiej. Bywają tacy ludzie.
Od tamtej nocy, gdy Janina Kowalska pojawiła się w ich progu, zaczął się ich osobisty dramat. Każdego wieczoru próbowali wychłodzić mieszkanie, żeby starczyło na choć pół godziny z zamkniętymi oknami. Ustawiali budzik na dwadzieścia trzy zero zero. Jeśli spóźnili się choć parę minut, sąsiadka zaczynała walZ czasem nauczyli się żyć po swojemu, a krzyki Janiny Kowalskiej stały się tylko kolejnym dźwiękiem w miejskim zgiełku.

