Trzy rodziny chciały od razu zaadoptować Julię, która przebywała na oddziale położniczym. Jednak pewnego dnia, kiedy stan zdrowia dziewczynki uległ zmianie i lekarze rozpoczęli badanie, ci ludzie zapadli się pod ziemię – żadna z trzech rodzin nie chciała widzieć dziecka w swoim domu.
Cały personel płakał, gdy dowiedział się, że matka dziewczynki postanowiła zrzec się praw do dziecka. Matka już na sali porodowej powiedziała, że nie chce widzieć córki. Sama była jeszcze dzieckiem, przestraszyła się odpowiedzialności i macierzyństwa. Wszyscy byli mimo to pewni, że Julia – tak miała na imię dziewczynka – nie zostanie długo w szpitalu położniczym.
Bardzo piękna dziewczynka, z ogromnymi niebieskimi oczami i gęstymi rzęsami, zdrowa – zawsze jest kolejka chętnych na takie dzieci. I tym razem trzy rodziny chciały przyjąć Julię do siebie. Do czasu, kiedy zachorowała i diagnoza nie była korzystna, bo okazało się, że dziecko ma poważną chorobę genetyczną. Dziewczyna potrzebowała stałej obserwacji lekarzy, leków i regularnej rehabilitacji przez całe życie.
Wszyscy, którzy chcieli ją adoptować, dowiedziawszy się o tej wiadomości, nagle zniknęli – żadna z trzech rodzin nie chciała łączyć swojego życia z chorym dzieckiem.
– Już pogodziliśmy się z tym, że Julia zostanie w domu dziecka, gdy nagle dowiedzieliśmy się, że przygotowywane są dla niej dokumenty adopcyjne. A jeszcze bardziej zdziwiliśmy się, gdy dowiedzieliśmy się, że nowa mama Julii to ta sama położna, która asystowała przy porodzie. Kobieta wcale nie przestraszyła się diagnozy dziecka, a za jej dobroć los odwdzięczył się jej miłą nowiną. Okazało się, że diagnoza została postawiona przez pomyłkę. Oczywiście Julia będzie musiała być leczona, ale nie do końca życia.



