— Weronika, tam na placu zabaw jakiś obcy mężczyzna zaczepiał twoją Zosię.
— Co znaczy „zaczepiał”? Kasia, co ty mówisz? Gdzie on jest? Kto to?
— Skąd mam wiedzieć! Podeszłam do niego, chciałam zapytać, kim jest, a ten jak nie pierdolnął ode mnie, tylko ślady butów zostały.
— Nie podoba mi się to. Zosia! Córciu, chodź do mnie!
Pięcioletnia dziewczynka z rozczochranymi warkoczykami podbiegła do Weroniki i rozpromieniła się uśmiechem.
— Mamo! Widziałam tam takie słodkie szczeniaczki!
Weronika wytężyła wzrok, próbując odczytać z twarzy córki, co się właściwie stało na placu zabaw. Zosia wyglądała jak zwykle, ale serce matki i tak podskakiwało nerwowo.
— Gdzie widziałaś szczeniaczki? Kto ci je pokazywał?
Zosia spojrzała na matkę z dezorientacją, po czym wzruszyła ramionami:
— Nikt. Sama widziałam. Było trzy: dwa czarne, a jeden w białe łaty. Chodź, pokażę ci!
Weronika złapała córkę za rękę i spytała stanowczo:
— Kto do ciebie podszedł? Jakiś pan? Co ci mówił? Zaczepiał cię?
Twarz Zosi wydłużyła się jeszcze bardziej.
— Mamo, o co ci chodzi? Drży ci dolna warga. Żaden pan mnie nie zaczepiał, skąd ci to przyszło do głowy? Tylko podszedł miły pan i zapytał, czy znam Weronikę Nowak.
Serce kobiety zamarło. Kto to mógł być? Czyżby on? Kto inny pytałby o nią, znając jej pełne nazwisko?
— Jak wyglądał? Ten „miły pan”?
Ale Zosia nie zdążyła odpowiedzieć matce, bo telefon Weroniki zadrżał w kieszeni. Dzwonił mąż, a ona nie mogła nie odebrać.
— Tak, kochanie?
Myśl o tajemniczym „miłym panu” nie dawała jej spokoju. Nie zamierzała wspominać mężowi o obcym, który zagadywał do Zosi, i córce też surowo zabroniła o tym mówić.
— Żeby tata się niepotrzebnie nie martwił — wyjaśniła, a Zosia nie pytała więcej.
Całą noc wierciła się w łóżku, walcząc z bezsennością. Rano wstała z potwornym bólem głowy, bez chęci na cokolwiek. Każdy ruch wywoływał migrenę, więc postanowiła, że ten dzień poświęci tylko sobie — ani sprzątania, ani gotowania.
— To może dziś pójdziemy do restauracji? — zaproponował mąż, a Weronika ochoczo przytaknęł— Świetny pomysł! — odparła z uśmiechem, choć w głębi duszy czuła, że ten długo wyczekiwany spokój może właśnie się skończyć.



