Tajemnica z małego miasteczka: Historia Larisy, piękności z polskiej wsi, miejscowej wróżki i plotek…

Tajemnica

W miasteczku, które bardziej przypominało wieś niż miasto, mieszkała sobie dziewczynka o imieniu Bogusława. Jej mama, która wierzyła we wszelkiego rodzaju przesądy i magię, pewnego dnia zabrała córkę do lokalnej wróżki.

Stara kobieta rzuciła kartami i mruknęła:
Szczęśliwa będzie twoja Bogusława. Wszystko jej się w życiu poukłada. Tylko… żadnego faceta przy niej nie widzę.

Bogusława miała wtedy około dziesięciu lat. Jej dziecięcy umysł nie zrozumiał wtedy wszystkiego, ale słowa dziwnej staruszki zapadły dziecku w pamięć.

Lata minęły, a Bogusława wyrosła na piękną, wysoką dziewczynę. Chłopcy w okolicy tracili dla niej głowę. Ona jednak żadnemu nie dawała wyraźnej nadziei spotykała się z tym czy owym, lecz nigdy na poważnie.

Po podstawówce i liceum nigdzie nie wyjechała choć uczyła się bardzo dobrze, została na miejscu i zaczęła pracować w miejscowej mleczarni. Szeptano nawet, że ma romans z jakimś kierownikiem, ale nikt nigdy nie widział ich razem.

Kobiety z produkcji ostrzegały nową:
Patrz, Bogusia, żebyś tu nie utknęła, bo się nie obejrzysz i życie ci przeleci między palcami. Jeździj lepiej do miasta! Przy twoich gabarytach to cię tam na rękach będą nosić.

Bogusława tylko się uśmiechała, nigdy nie odpowiadała.

I nagle po wiosce rozeszła się wieść: Bogusia jest w ciąży!

Zaczęły się domysły: kto to, gdzie i kiedy zdążył uszczęśliwić pierwszy dziewczęcy klejnot okolicy? Kombinowano, rozważano, ale tajemnica ojca dziecka miała pozostać nierozwiązana.

Matka Bogusi wiele czasu nie potrzebowała:
No to sobie narozrabiałaś! Wstyd przyniosłaś! Teraz radź sobie sama, ja cię już nie potrzebuję. Urodziłaś, to wychowaj. I jeszcze jedno poszukaj sobie mieszkania, mnie tu nie potrzebujesz. Masz miesiąc.

Dobrze, mamo odpowiedziała spokojnie Bogusława odejdę. Ale potem mnie nie przywołuj.

Po dwóch tygodniach Bogusława kupiła sobie mały domek z wyposażeniem. Sąsiedzi szeptali, że miała szczęście: dzieci starej właścicielki zabrały ją do miasta i sprzedały dom prawie za darmo. Skąd jednak młoda i ciężarna dziewczyna wzięła nawet te skromne pieniądze, zostało tajemnicą.

Dalej zaczęły dziać się cuda. Domek szybko zamienił się w przytulne, nowoczesne miejsce. Nowy płot wokół, studnia na podwórku wszystko pojawiało się w oka mgnieniu. Jacyś ludzie krążyli po obejściu i montowali wszystko ekspresowo.

Sąsiedzi widzieli, jak kurierzy przywożą Bogusławie kartony ze sprzętem AGD i meble. Sama Bogusława chodziła szczęśliwa, uśmiechnięta, niepodobna do nieszczęśliwej dziewczyny zostawionej na pastwę losu.

Jesienią urodziła synka, Stanisława. Na podwórku domu pojawił się niebieski wózek. Bogusława szybko wróciła do formy. Z dnia na dzień piękniała, zawsze schludnie ubrana, wyprostowana chodziła ulicami wioski i była zupełnie zadowolona.

W domu miała mnóstwo pracy malutkie dziecko, ogródek, piec trzeba rozpalić, zakupy zrobić, prania pełno. Ale od dziecka była przyzwyczajona do ciężkiej pracy, więc radziła sobie doskonale. Nikt nigdy nie słyszał, by na cokolwiek narzekała.

Sąsiadki, widząc że Bogusława haruje jak wół i jest porządną osobą, stopniowo się z nią zaprzyjaźniły. Nawet zostawały czasem ze Staśkiem, kiedy musiała gdzieś wyskoczyć. Po co nie pomóc?

Pomagały też z ogródkiem czasem przysłały męża, żeby przekopał grządki, czasem same pomogły z pieleniem. Ale to już drobiazg większość roboty Bogusława robiła sama.

Gdy Stasiu miał około dwóch lat, jedna sąsiadka wpadła do drugiej z wytrzeszczonymi oczami:
Widzisz?
Co takiego?
Nasza Bogusia znowu w ciąży!

Daj spokój, może ci się wydaje.

Nic mi się nie wydaje, sama zobacz!

I znowu cała wioska mówiła tylko o Bogusławie. Jakiś cud, że nie pojawiły się żadne plotki, z kim by się spotykała po prostu nie widzieli jej z nikim!

Bogusława nie zwracała uwagi na plotki. Żyła swoim życiem. Na jej podwórku pojawiła się nowa łaźnia. Ekipa gazowników, zamiast trzymać się trasy, doprowadziła jej w końcu gaz do chaty. W ogrodzie pojawił się nowoczesny tunel foliowy z poliwęglanu rzecz droga!

Skąd u takiej samotnej babki takie pieniądze? dziwiło się miasteczko pewnie ma jakiegoś potężnego adoratora z wpływami.

Lecz tajemnica Bogusławy pozostawała tajemnicą.

Wkrótce potem przed jej domem znowu stanął ten sam niebieski wózek Stasiu miał braciszka, Kazika. Dwa lata później urodził się jeszcze jeden Marianek.

Bogusława miała już trzech synów. Nikt nie wiedział, kto był ojcem któregoś z nich.

Jedni się z niej jawnie śmiali, inni widząc, że dzieci są zdrowe, zadbane, a ona sama nie pije, pracuje bez wytchnienia podziwiali jej odwagę i samowystarczalność. Niektórzy wskazywali ją palcem, nazywali ostatnimi słowami i stawiali za straszydło dla swoich córek.

Jej własna matka nie rozumiała jej, wstydziła się, nawet nie próbowała poznać wnuków ani pomóc.

A Bogusława dalej chodziła dumnie wyprostowana po swoich ścieżkach, nie zważając na nikogo.

Lata mijały. Pewnego dnia podjechał pod jej dom wypasiony samochód, z którego wysiadł dyrektor miejscowej mleczarni, pan Zygmunt Borowski, z ogromnym bukietem kwiatów. Wszedł do domu, a pod płotem zebrał się tłum cała wieś patrzyła i szeptała:

Co się dzieje? Po co pan dyrektor do Bogusi, i to tak w biały dzień? I z kwiatami?

Wszyscy wiedzieli, że rok temu pan Borowski pochował swoją żonę latami się nią opiekował, nie zostawił nawet, gdy leżała w łóżku. Owszem, czasem korzystali z opiekunki, ale sam był przy niej do końca.

Kiedy Bogusława wyprowadziła gościa, ludzi wokół było już tylu, że zaskoczoną złapał ją za dłoń i pocałował publicznie. Po czym głośno, żeby każdy usłyszał, rzekł:

Bogusława zgodziła się zostać moją żoną. My i nasi synowie zapraszamy was wszystkich na wesele!

Zapadła cisza absolutna. Wszyscy patrzyli na nich szeroko otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć. Dopiero teraz do ludzi dotarło, do kogo tak bardzo podobni byli synowie Bogusławy…

Z każdej strony posypały się gratulacje…

Po hucznym, ludnym weselu Zygmunt przeniósł Bogusławę z dziećmi do swojego domu. Przy przeprowadzce cała okolica chętnie pomagała.

A rok później w rodzinie urodziła się upragniona córeczka…

Jak tu wierzyć wróżkom?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście − siedem =

Tajemnica z małego miasteczka: Historia Larisy, piękności z polskiej wsi, miejscowej wróżki i plotek…