No problem! Here’s your culturally adapted story in Polish:
—
„Szczęście, mówisz?”
– Kinga, daj mi się wytłumaczyć! – W drzwiach stał zdyszany Sebastian.
– Czego ode mnie chcecie? Idźcie się tłumaczyć ze swoim szefem!
– Nie rozumiesz. Przepraszam… Proszę, zamknij wszystkie drzwi i dzwoń na policję. Uwierz mi!
Kinga spojrzała na uciekającego Sebastiana z niedowierzaniem. Co to wszystko miało znaczyć? Dlaczego zwykły serwisant zachowuje się tak dziwnie?
Nagle usłyszała hałas piętro niżej. Głośne głosy, dźwięk tłuczonego szkła i krzyk Sebastiana.
– Kinga, uciekaj!
Dziewczyna szybko zatrzasnęła drzwi. Nic nie rozumiała, ale zrobiła wszystko, jak kazał Sebastian. Przekręciła dwa zamki i włożyła klucz od środka. Potem drżącymi rękami wybrała 997.
Ktoś zapukał do drzwi, a Kinga wzdrygnęła się. Przyciskając telefon do piersi, błagała w myślach, żeby to się już skończyło.
– Ślicznotko, jesteś tam? Słyszymy cię. Otwórz grzecznie, nic ci nie zrobimy, obiecujemy – rozległ się nieprzyjemny męski głos za drzwiami.
Kinga milczała i ledwo oddychała. Głosy ucichły, ale pojawiły się dziwne odgłosy. Ktoś próbował otworzyć drzwi od zewnątrz.
– Ta głupia klucz wsadziła. Słyszysz? Nie komplikuj sobie życia! Otwieraj, no!
– Wynoście się! Wezwałam policję! – wykrzyknęła Kinga, ale zaraz przygryzła usta.
– To był błąd, laleczko – odparł ten sam głos. – Spadamy, chłopaki. Ale wrócimy, jasne?
Nieznajomi zbiegli po schodach. Dźwięki cichły, aż w końcu zapadła cisza. Uszy Kingi zatykało, a ona sama osunęła się po ścianie, wciąż ściskając telefon.
Znowu zapukano do drzwi, a Kinga cicho krzyknęła. Ale ulga przyszła natychmiast, gdy za drzwiami powiedziano:
– Proszę otworzyć, policja!
Kinga siedziała przy kuchennym stole i opowiadała swoją historię. Posterunkowy spisywał jej zeznania, a ona wciąż się trzęsła.
– Kim jest Sebastian i gdzie się poznaliście? – zapytał drugi funkcjonariusz. Kinga nie znała się na stopniach, ale po jego tonie było widać, że to przełożony.
– Pół roku temu kupiłam nową pralkę. W zeszłym miesiącu zaczęła przeciekać. Sklep skierował mnie do serwisu. Przysłali Sebastiana.
– Wcześniej się znaliście?
– Nie! Zobaczyłam go pierwszy raz, kiedy przyjechał.
– Wpuściła pani do domu obcego faceta?
– O czym pan mówi? To pracownik autoryzowanego serwisu! Nie wpuszczam byle kogo – Kinga spojrzała na nich z oburzeniem.
I słusznie. Nie było powodu, by nie ufać Sebastianowi. Przyszedł punktualnie, ubrany w firmową odzież, z wielką torbą narzędzi. Dokładnie zbadał pralkę, robił notatki, a potem wypełnił dokument. Kinga podpisała go bez zastrzeżeń.
– No i gotowe. Będzie działać jak nowa! – powiedział, podając jej karteczkę.
– Co to?
– Mój numer telefonu.
– To nie łamie zasad firmy? – zdziwiła się Kinga, niepewnie biorąc kartkę.
– Niech pani nie myśli źle. Czasem po jednej usterce wychodzi druga. Przez serwis to trwa, a jak pani zadzwoni, przyjadę od razu.
Kinga odetchnęła z ulgą. To miało sens, bo zanim przysłali Sebastiana, minął tydzień.
Ale po kilku dniach pralka znów przeciekała. Kinga znów wezwała Sebastiana.
– Przyjadę sprawdzę. Za darmo, oczywiście – powiedział.
– Nie rozumiem, co jest nie tak.
– Niech się pani nie martwi. Na tę markę dużo się skarży, wierzcie mi.
Po naprawie Sebastian wyciągnął ku niej ręce.
– To wszystko. Mam nadzieję, że już mi pani nie będzie potrzebny – powiedział szczerze.
– Ja też! Dziękuję bardzo!
Kinga w końcu odetchnęła. Nie kontaktowała się z Sebastianem – nie było powodu. On też nie dawał żadnych dziwnych sygnałów. Ale gdy już zapomniała o problemach, pralka znowu się zepsuła. Tym razem Sebastian nie odbierał telefonu.
Kinga wycierała wodę z podłogi i rozpłakała się. „Głupie badziewie!” – krzyknęła, trzaskając drzwiczkami.
Nie było wyjścia – zadzwoniła do serwisu. Recepcjonistka zdziwiła się, że problem wrócił.
– Sebastian zgłosił, że naprawił usterkę. Mówi pani, że przyjeżdżał ponownie? Nie widzę zgłoszenia…
– Nie rozumie pani. Powiedział, że z tym modelem są ciągłe problemy i lepiej dzwonić bezpośrednio.
Coś tu było nie tak. Nowy serwisant miał przyjechać dopiero jutro. Recepcjonistka zapewniła, że Sebastian nie odbiera, ale firma to wyjaśni. I że nigdy nie miał problemów.
Tego samego dnia zapukano do drzwi. I wtedy stanął w nich Sebastian, błagając, by zamknęła drzwi i wezwała pomoc.
– To wszystko – westchnęła Kinga. – Nic więcej nie wiem.
– Rozmawiała pani z Sebastianem podczas naprawy?
– Nie. O czym miałabym rozmawiać? Czasem pytałam, czy czegoś potrzebuje.
– Mówiła pani, że miał swoje narzędzia? – uśmiechnął się posterunkowy.
– Nie noszą przecież szmatek – odparła Kinga. – Mieli państwo kiedyś zepsutą pralkę? Jak odkręcą zawór, woda leci na wszystkie strony…
Policjanci zamilkli, wymieniając spojrzenia. Kinga nie wytrzymała.
– Co się dzieje? Proszę wyjaśnić. Tamci typiarki mówili, że wrócą… Kim oni są?
– Na razie nie mamy pewności. Ale podejrzewamy, że Sebastian jest powiązany z serią włamań w regionie.
– Ale nic mi nie ukradli!
– Na razie. Podejrzewamy, że „zwiadowcy” zatrudniają się w serwisach. W ten sposób sprawdzają mieszkania. Tacy ludzie są bardzo spostrzegawczy. Notują rzeczy niezwiązane z pracą – ilu jest domowników, ich wiek, tryb życia. Samo sprawdzenie łazienki wiele mówi – dodał starszy funkcjonariusz, widząc jej pytające spojrzenie. – Na przykład liczba szczoteczek do zębów.
Kinga była w szoku. Czyli ci faceci, którzy dobijali się do drzwi, to złodzieje? Posterunkowy podał jej dokument.
– Proszę podpisać tu, tu i tu. Wezwiemy panią na komisariat. ProszęI wtedy Kinga zrozumiała, że mimo wszystko Sebastian, choć uwikłany w tę brudną sprawę, miał w sobie choć odrobinę ludzkiej przyzwoitości, bo przecież mógł uciec, a jednak wrócił, by ją ostrzec.



