Mamy jedynego syna, z którego z mężem zawsze byliśmy dumni. Dobrze sobie radził w szkole, skończył studia, a teraz ma dobrą pracę. Zawsze żyliśmy w dostatku, więc kiedy mój syn był jeszcze studentem, kupiliśmy mu mieszkanie. W wieku 26 lat ożenił się i cieszyliśmy się, że ma gdzie mieszkać ze swoją żoną i wić rodzinne gniazdko.
Nasza radość nie trwała długo. Pewnego dnia syn powiedział, że żona nalega na przeprowadzkę do stolicy, gdzie są większe możliwości rozwoju kariery zarówno w jego zawodzie, jak i w jej zawodzie. Nie widzieliśmy w tym żadnego sensu, bo tutaj też miał dobrą pracę i był docenianym pracownikiem, a poza tym miał nas w pobliżu, więc zawsze mógł liczyć na naszą pomoc.
Wiedziałam, że syn nie chce wyjeżdżać z rodzinnego miasta, ale nie odważył się sprzeciwić żonie, która spodziewała się dziecka i bał się, że jeśli będzie ją denerwować, to małemu coś się jeszcze stanie. Ona umiejętnie wykorzystywała swój czas i manipulowała po prostu naszym Damianem.
Musieliśmy zaopiekować się chorą babcią. Jednak wspólne życie okazało się trudniejsze, niż myślałam
Kiedy zapytałam, gdzie tam będą mieszkać, syn zamilkł, a potem odpowiedział, że sprzedał mieszkanie, które mu podarowaliśmy, aby tam kupić nieruchomość. Oczywiście o połowę mniejszą od tej, którą miał tutaj, bo przecież ceny nieruchomości w Warszawie są zdecydowanie wyższe.
Kiedy to usłyszałam, byłam po prostu zszokowana. Jak mógł podjąć tak pochopną decyzję i zamienić duże, 80-metrowe mieszkanie w centrum Rzeszowa na 43-metrową klitkę w stolicy? Poza tym to mieszkanie będzie już ich z żoną wspólne, a tamto było tylko jego własnością, bo dostał je od nas jeszcze przed ślubem. Jeśli dojdzie do rozwodu, to zostanie z niczym! Ciekawe, czy w ogóle o tym pomyślał, podejmując tę beznadziejną decyzję.
Wydaje mi się, że nasza synowa dobrze wie, co robi i na końcu
puści naszego syna z torbami. Jeśli synowa szantażuje naszego syna od pierwszego roku wspólnego życia, to potem będzie tylko gorzej, a Damian będzie tańczył, tak jak ona mu zagra. Boimy się, że w końcu zerwie i z nami kontakt, jeśli ona mu tak nakaże, a widzimy, że nas z jakiegoś powodu bardzo nie lubi. Czy to w ogóle normalne?



