Rok temu nasz syn, będący na ostatnim roku studiów, postanowił ożenić się z dziewczyną, którą poznał na uczelni. Nie sprzeciwialiśmy się, ale jedynym warunkiem, jaki postawiliśmy, było to, że obydwoje ukończą studia. Wkrótce po wzięciu ślubu, Kamila, już jako żona naszego syna, wprowadziła się do naszego domu na wsi. Od tego momentu zaczęliśmy żyć jak duża rodzina.
Na początku to ja musiałam wykonywać wszystkie prace domowe, synowa musiała chodzić do szkoły, ale nie odmawiałam mi pomocy w sprzątaniu, przynajmniej w weekendy. Kamila wprowadziła się do nas z małego, jednopokojowego mieszkanka, które dzieliła z mamą i babcią, więc nasz dom nazywała zamkiem. Po krótkim czasie, gdy poczuła się u nas jak „pani” zaczęła zapraszać przyjaciół. Z dumą oprowadzała ich po wnętrzach i okolicy, chwaląc się zadbanym ogrodem, murowanym grillem i basenem. Trochę denerwowało mnie, że dom przedstawiaj jako swój, bo przecież był nasz! To ja dbałam, plewiłam, przycinałam krzewy, a teraz moja synowa miała słuchać pochwał? Uważam, że powinna opowiedzieć przyjaciołom, którzy do niej przychodzili, że to mój dom! Ale niestety, ani razu nie usłyszałam, że urządziłam pięknie dom, taras czy ogród. Zawsze podziw był skierowany w stronę mojej synowej. Kamila była rządna pochwał, ale sama niewiele od siebie dawała. Tak duży dom jak nasz, należy sprzątać codziennie, bo, gdy się odpuści na kilka dni, potem ciężko jest wszystko, na raz posprzątać. Gdy mówiłam mojej synowej, co należałoby zrobić danego dnia, tylko machała ręką.
Mieszkaliśmy w jednym domu, ale mieliśmy dwie, odrębne przestrzenie. My na parterze dwa pokoje z kuchnią i syn z synową taką samą przestrzeń na piętrze. Raz w tygodniu odwiedzaliśmy syna i synową. Musiałam przyznać, że Kamila dobrze sobie radziła jako gospodyni. Dom był wysprzątany, pachniało domowym jedzeniem. Postanowiłam porozmawiać z synem o ich planach na przyszłość, ponieważ miesiące mijały, a ja wciąż nie słyszałam o wnukach, których tak pragnęłam. Syn powiedział mi, że Kamila tak ciężko pracowała w dużym domu, że nie chciała nawet myśleć o dzieciach. Mój syn nie siedzi bezczynnie, pomaga w domu i sam naprawia różne rzeczy, jednak moja synowa wychowana w bloku i małym mieszkaniu, nie była przyzwyczajona do ciężkiej, domowej pracy.
Po rozmowie z synem, Kamila zaczęła mnie unikać. Kiedy wychodziłam do ogrodu, ona wchodziła do domu i odwrotnie, nie wiedziałam o co jej chodzi. Potem okazało się, że mój syn przekazał jej o czym mówiliśmy. Powiedziała, że ma dość kontroli i nie chce z nami dłużej mieszkać. Chce prowadzić dom po swojemu, nie zwracając uwagi na to co lubi teściowa. Trudno, jeśli synowa nie potrafi się dostosować, nie będzie mieszkać w moim domu!




