Ślubu nie będzie

– Kasiu, w końcu wychodzisz za mąż – uśmiechnęła się Ewa Janicka do córki. – Tak się cieszę, że Marek się oświadczył! Wiesz, jacy teraz faceci są niepoważni? Tylko by się bawić, a o ślubie nie myślą. A Marek jest inny, więc trzymaj się go mocno.

– Mamo, no przecież też jestem dobrą partią – zażartowała Kasia. – I ładna, i mądra, i zasługuję na księcia z bajki.

– Oj, zaraz księcia – roześmiała się Ewa. – Nie zapominaj, że masz już 35 lat, to taki… ostatni dzwonek.

Kasię ukłuło to „ostatni dzwonek”, ale nie protestowała – wiedziała, jak mama przejmuje się losem jedynaczki. Czas mijał, a kolejki adoratorów nie było. Ewa bała się, że Kasia nigdy nie wyjdzie za mąż i nie da jej wnuków.

Ślub miał być za dwa tygodnie. Wszystko było już ogarnięte: bankiet w najlepszej restauracji w Krakowie, goście zaproszeni, sukienka wybrana. Chociaż Kasia wciąż się wahała, która kreacja jej pasuje, i za parę dni miała iść na kolejną przymiarkę.

Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi, a Ewa krzyknęła: „Marek przyszedł!” i pobiegła wpuścić gościa.

– Dzień dobry, pani Ewo! Dzień dobry, Kasiu! – przywitał się Marek. – Nie przychodzę z pustymi rękami. Dla pani – czekoladki, a dla Kasi – bukiet róż.

– Ależ nie trzeba było – rozpromieniła się Ewa. – Wciąż nie mogę uwierzyć, że moja córka znalazła takiego wspaniałego mężczyznę! Już mi się wydaje, że nie ma w tobie żadnych wad! Kasia czeka w swoim pokoju.

Kasia znała Marka zaledwie pół roku. Dziwiła się nawet, czemu zwrócił na nią uwagę – on pracował w urzędzie miasta, a ona była zwykłą nauczycielką muzyki w podstawówce. Od początku dał jasno do zrozumienia, że szuka żony, a nie przelotnego związku.

Marek był stateczny, solidny i, jak mawiała Ewa, „w sam raz”. Starszy od Kasi tylko o pięć lat, ale czasem miała ochotę mówić do niego „panie Marku”.

– Kasia, masz tulipany. Widzisz, zawsze o tobie pamiętam – powiedział z wyższą nutą w głosie. – Sprawdzałaś, czy wszystko gotowe na ślub?

– Dziękuję. Chyba tak, tylko suknię i buty dobrać.

– Pamiętaj, masz błyszczeć i zaimponować mojej rodzinie – rzucił stanowczo. – Nie oszczędzaj, jeśli coś potrzebujesz – kupuj.

Wyjął z portfela 2000 złotych i położył na komodzie:

– Na ślubne wydatki. Aha, w przyszłym tygodniu wpadnij do mojej mamy. Da ci przepisy na moje ulubione dania. Nie chcę, żeby nasze małżeństwo zaczęło się od kłótni, więc proszę, weź od niej parę lekcji gotowania.

– Marek, pamiętasz, że mam 35 lat? – zaśmiała się Kasia. – Zwykle kobiety w tym wieku potrafią gotować. Poza tym teraz powinniśmy myśleć o romantyzmie, a nie o garach.

– Nie, Kasiu, musisz się od mamy poduczyć. U niej dom lśni, a gotuje wyśmienicie. Wstyd będzie, jak przyjdzie w odwiedziny i zacznie cię poprawiać.

Kasia obiecała, że zajrzy, a Marek, tłumacząc się pracą, wyszedł. Zrobiło jej się smutno. Marzyła o luzie, czułości, ciepłych słowach. A Marek był zawsze sztywny, małomówny i oszczędny w uczuciach.

Następnego dnia poszła na przymiarkę. Wybrała pierwszą lepszą suknię, bo nie miała nastroju.

*Wszystko w porządku* – myślała. *Wychodzę za porządnego, zaradnego faceta. Wielu by mi zazdrościło. Mama szczęśliwa. Czego mi więcej trzeba?*

Zmęczona szła na przystanek, choć wczoraj planowała zakupy. Nagle usłyszała:

– Kasia? To ty? No nie wierzę!

Oczywiście, że go pamiętała. To był Tomek, jej pierwsza miłość. Kiedyś rzucił ją dla innej, a teraz patrzył jak gdyby nigdy nic.

– Cześć, Tomku – powiedziała, starając się brzmieć obojętnie. – Co ty tu robisz?

– Mam biuro niedaleko. W pracy git, ale w życiu osobistym katastrofa – rozwiodłem się. A ty? Wyszłaś za mąż?

– Nie… ale jest ktoś. Choć nie wiem, czy to się uda – skłamała o ślubie, rumieniąc się.

– Rozumiem – zamyślił się. – Masz czas? Może na kawę?

Kasia zgodziła się. Czuła, że to głupie, ale nie potrafiła odmówić. Przypomniały się im noce spędzone na rozmowach, ta łatwość między nimi.

Nie mogła oderwać wzroku od Tomka. Wysoki, wysportowany, z intensywnie zielonymi oczami – tak różny od pulchnego Marka i jego bez wyrazu twarzy.

Godzinę przesiedzieli w kawiarni. Na pożegnanie Tomek powiedział:

– Zadzwonię. Tylko wymieńmy się numerami, żeby nie zginąć.

Kasia była pewna, że to znak. Spotkać Tomka akurat przed ślubem? To nie mogło być przypadkowe.

W domu czekała Ewa.

– No i co, suknia? Pokaż!

– Mamo, ślubu nie będzie – rzuciła lodowato i weszła do pokoju.

Ewa oniemiała.

– Co się stało?! Marek cię rzucił?!

– Nie chcę ślubu. Ani Marka. Myślisz, że on mnie kocha? Szuka wygodnej żony, trochę lepszej od sprzątaczki.

– Kasia, co ty pleciesz?! To wielkie szczęście, że taki facet cię chce! Będziesz żyła jak królowa!

Kasia usiadła na kanapie i cicho, ale z radością w głosie, powiedziała:

– Spotkałam Tomka.

– Tego, który cię zostawił?!!! To przez niego rezygnujesz?!

Kasia już się nie słuchała. Żadna siła nie zmusiłaby jej teraz do małżeństwa z Markiem.

Ewa natychmiast zadzwoniła do narzeczonego, licząc, że się dogadają. Ale Marek wpadł w furię:

– Dobrze wychowaliście córkę! Mama miała rację, żeby się z wami nie wiązać. Nie będę się przed nią płaszczył! Koniec!

Ewa była załamana: tyle lat czekała na wnuki. A Kasia? Czuła ulgę. Czekała tylko na telefon od Tomka.

Minął tydzień. Cisza. W końcu zdecydowała się zadzwonić.

– Kasia? A, przepraszam, zapomniałem – zdziwił się Tomek. – Coś pilnego?

– Nie… tak sobie.

– Sł”Może i nie znalazłam jeszcze swojego szczęścia, ale przynajmniej wiem, czego naprawdę chcę.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 + dwanaście =

Ślubu nie będzie