Rocznica ślubu na kempingu…To był zły pomysł.

Zbliżała się nasza pierwsza rocznica ślubu. Igor i ja postanowiliśmy uczcić to wspaniałe wydarzenie, dwudniowym urlopem poza miastem. Mój mąż mówi, że jestem „rośliną szklarniową”. Nigdy nie lubiłam tego całego romantyzmu związanego z biwakowaniem, ogniskami i namiotami.

Zaproponowałam mężowi, żebyśmy pojechali do domu wczasowego, gdzie są dwuosobowe pokoje z prysznicami i cywilizowana stołówka. Mój mąż przypomniał mi, że nasz studencki budżet „pęka w szwach”, a jedyne, na co nas stać, to domek kempingowy.

Tak się składa, że Igor od dzieciństwa pasjonował się turystyką. Razem z rodzicami pływał kajakiem i chodził na piesze wycieczki. Z entuzjazmem pokazał mi broszurę ze zdjęciami koni, pięknych zachodów słońca i widoków natury.

Bardziej zależało mi na warunkach życia, aby nasze oszczędności nie odbiły się na naszym zdrowiu. Igor zapewnił mnie, że wszystko będzie w porządku, bo nie będziemy spać pod namiotem, ale w domku.

„Może to dobry pomysł”. – Pomyślałam i zgodziłam się. W końcu co może mi się przytrafić w ciągu dwóch dni.

W piątek wieczorem po pracy, pędziliśmy już naszym starym samochodem w kierunku kempingu. Było to sto kilometrów za miastem. Miejsce okazało się rzeczywiście bardzo malownicze. Jezioro w kształcie spodka, z czystą wodą, sosnami okrętowymi i głuchą ciszą.

Kilka osób przechadzało się leniwie między domkami, nie zwracając na nas uwagi. „Cóż, przynajmniej nie ma zbyt wielu ludzi, nie będą krzyczeć pod oknami w nocy” – pomyślałam. Dostaliśmy klucz do naszego domku, który znajdował się na skraju lasu.

Kiedy otworzyłam drzwi, mała myszka wyskoczyła mi na spotkanie. Z krzykiem wskoczyłam na męża. Roześmiał się i pocałowaliśmy się. Świat znów był kolorowy! Dom był mały, w pokoju znajdowały się dwa żelazne łóżka, stół i dwa krzesła. W oknach nie było zasłon, a toaleta znajdowała się na zewnątrz. Krótko mówiąc, warunki były spartańskie. Po raz kolejny, uspokajałam się psychicznie.

Po rozpakowaniu się, poszliśmy do budynku administracji, aby zapytać, kiedy będziemy mogli pojeździć konno. Uprzejmie powiedziano nam, że wszystkie konie są w tej chwili zajęte. Jeśli chcemy wynająć konie, musimy to zrobić z wyprzedzeniem.

– Mam, jutro o 6 rano jest trochę wolnego czasu, czy mam Cię zapisać? – Administrator zapytał.

Igor skinął radośnie głową, a ja westchnęłam. Nie było mowy o tym, żebym mogła zasnąć.

Całą noc przewracałam się na moim żelaznym łóżku, a rano bolało mnie całe ciało. Nawet sama myśl o jeździe była fizycznie bolesna, ale nie było sensu się opierać, Igor już przyprowadził konie. Mówiąc wprost, nie wyglądały zbyt przyjaźnie. Konie parsknęły i popatrzyły na mnie podejrzliwie.

Igor wyjaśnił, jak należy obchodzić się z końmi i ruszyliśmy w drogę. A raczej koń gdzieś poszedł, a ja z nim, na jego grzbiecie. Zwierzę stanowczo odmówiło posłuszeństwa. Igor dogonił nas i wziął mojego konia pod uzdę. Jazda skończyła się, zanim jeszcze się zaczęła.

Mój mąż nie zniechęcał się. Przyniósł sprzęt wędkarski i pojechaliśmy nad jezioro, aby łowić ryby. W broszurze było napisane, że w jeziorze roi się od ryb. Przez trzy godziny, siedzieliśmy z wędkami. Spławik zatrzepotał tylko kilka razy, a ja zostałam pogryziona przez komary.

Co do stołówki, nie chcę nawet pamiętać, jak nas karmiono. Dobrze, że zawsze mam przy sobie krople żołądkowe.

W niedzielę rano, szybko wrzuciliśmy wszystko do samochodu i pognaliśmy do domu, do cywilizacji. Jakaż była moja radość, gdy weszłam do kabiny prysznicowej i odkręciłam ciepłą wodę!

– To był błąd, że chcieliśmy zaoszczędzić na wakacjach. Powinniśmy byli pojechać na wakacje do hotelu. – Powiedział wreszcie Igor.

Przytuliłam się do niego i miałam nadzieję, że w najbliższym czasie nie grozi mi romans turystyczny.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × trzy =

Rocznica ślubu na kempingu…To był zły pomysł.