Przyjaciółka (obecnie już była) wywołała awanturę, bo zaoferowaliśmy jej dziecku delikatnie używane ubrania po naszej córce
Całkiem niedawno na własnej skórze przekonałam się, że często dobre uczynki wcale nie są doceniane. W którąś sobotę z mężem uznaliśmy, że to pora na porządki w naszym mieszkaniu, które i tak nie jest za duże, a niestety, przez ilość różnych rzeczy, zajmujących jego powierzchnię, jest jeszcze mniejsze. Dużo z tych rzeczy zbieraliśmy latami, więc nie chcieliśmy wszystkiego ot tak wyrzucać. Niektóre z nich były prawie nieużywane albo w ogóle nieużywane, które mogłyby jeszcze komuś posłużyć. Między innymi wśród takich rzeczy był stos mebli i butów, także dziecięcych, z którymi chcieliśmy zrobić coś innego, niż tak po prostu wyrzucić na śmietnik.
Nasza córeczka rosła jak na drożdżach, więc naprawdę, niektóre z jej ciuchów były założone tylko kilka razy, niektóre nawet raz. Buty były także w doskonałym stanie. Postanowiłam, że oddam te rzeczy Marii, mojej przyjaciółce. Zadzwoniłam do niej i powiedziałam, że mam dla jej córeczki kilka rzeczy, prawie nowych albo nowych. Maria się ucieszyła – była bardzo chciwą osobą, więc ta wiadomość spadła jej jak z nieba – tyle rzeczy dla jej córki i to za darmo! No, prawie za darmo. Problem był taki, że Maria mieszka na drugim końcu Warszawy i nie mogła przyjechać do mnie w ciągu najbliższych dni. Poprosiła więc, abyśmy wysłali do niej taksówkę z tymi rzeczami, za którą miała zapłacić, gdy taksówka będzie już na miejscu. Zrobiliśmy więc tak, jak prosiła.
Myśleliśmy, że zrobiliśmy dobry uczynek, a przy okazji pozbyliśmy się rzeczy, ale nic bardziej mylnego. Maria po otrzymaniu toreb z ciuchami i po tym, jak zobaczyła ich zawartość, zadzwoniła do nas z pretensjami. Była wręcz oburzona! twierdziła, że ją oszukałam i że to miay być nowe rzeczy, z metkami, prosto ze sklepu, a nie noszone już przez moje dziecko. Byłam zaskoczona jej rekacją próbowałam jej coś wyjaśnić, ale to nie miało sensu. Maria krzyczała, że zapłaciła porządną sumę za taksówkę, a dostała jakieś śmieci… Potem oświadczyła, że po prostu wyrzuci te wszystkie ciuchy, a ja mam jej oddać pieniądze za taksówkę. Mój mąż wtedy powiedział, że przyjedzie po rzeczy. Maria zamilkła, po czym się rozłączyła.
Mąż odebrał wszystkie rzeczy, a gdy Maria zapytała o „zadośćuczynienie”, pokazał jej figę z makiem. Naprawdę nie wiem, jak można być tak bezczelnym.
