Przybłęda stała się naszą przyjaciółką i codziennie chodzimy do pracy z wielką przyjemnością zabierając cos z lodówki.

Już od dłuższego czasu, pracuję w myjni samochodowej. Uwielbiam tę pracę, zawsze przypomina mi ona czasy, kiedy byłem dzieckiem i mój tata wjeżdżał do tej ciasnej przestrzeni, gdzie woda sama się leje, szczotki pracują, skądś bierze się mydło i można też dostać klaustrofobii. To miejsce zawsze mi się podobało i kiedy po studiach nie mogłem znaleźć odpowiedniej pracy w swoim zawodzie, znalazłem myjnię samochodową blisko domu. Można było wygodnie dojechać, płaca nie była zła, a towarzystwo było czysto męskie. Tak było do czasu, gdy ona dołączyła do naszego zespołu.

Psy zawsze przebiegały obok myjni, ponieważ było to osiedle mieszkaniowe, dużo kundli, ale Abra pojawiła się jakby znikąd. Początkowo wędrowała tuż przed myjnią, zwracając uwagę na swoją czarną, błyszczącą w słońcu sierść. Nigdy nie poznałem ras psów, ale Abra była naprawdę urocza, nie tak jak te podniszczone, poturbowane przez życie psy.

Ktoś z myjni samochodowej, zaczął ją karmić. Później dowiedzieliśmy się, że to była suczka, a przezwisko „Abra” jakoś samo do nas przylgnęło. Nie pamiętam, żebyśmy celowo wybrali jej imię. Być może ktoś ją tak nazwał, ktoś inny to powtórzył i tak już zostało.

Abra włączyła się w życie myjni i stała się stałą klientką, a potem naszą przyjaciółką. W wolnym czasie mogliśmy wykąpać psa, a każdy przynosił dla niej smakołyki z domu. Jest niezbyt duża, łagodna, nie gryzie, a Piotrek zaczął ją szkolić w przerwach między pracą. Teraz łasi się, siada, gdy się ją poprosi, macha ogonem i jest gotowa do zabawy w każdej chwili.

Nie wszyscy nasi klienci za nią przepadają, więc zbudowaliśmy dla Abry budę za myjnią, gdzie może nocować w zimnych porach roku i siedzieć do odjazdu klientów, którzy nie lubią psów. Najpierw staraliśmy się w porę uchwycić stosunek klienta do psa, żeby w razie potrzeby, zeszła mu z oczu, a potem zauważyliśmy, że nasza suczka w niewytłumaczalny sposób zrozumiała, dlaczego od czasu do czasu krzyczymy „Abra!” i schowała się, najwyraźniej wyczuwając sytuację.

Abra stała się naszą przyjaciółką, dla której chcemy iść do pracy, zabierając ze sobą coś z lodówki. Myślę, że zaprzyjaźniliśmy się z nią i nigdy nie pozwolimy, aby naszemu psu stała się krzywda.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć − 10 =

Przybłęda stała się naszą przyjaciółką i codziennie chodzimy do pracy z wielką przyjemnością zabierając cos z lodówki.