Kiedy moja córka przyprowadziła do domu swojego chłopaka, aby mi go przedstawić, byłem w siódmym niebie, ponieważ to oznaczało, że niebawem wezmą ślub, a ja nie będę musiał długo czekać na pojawienie się wnuków. Teraz od ślubu minęły już trzy miesiące i okazało się, że córka jest w ciąży!
Cóż mogę powiedzieć, wtedy byłem naprawdę szczęśliwy. Poczułem, że moje główne marzenie w życiu spełniło się, bo naprawdę, gdy tylko córka się usamodzielniła marzyłem o tym, że będę zajmował się wnukami i tym samym jej pomagał. Dlatego naprawdę długo czekałem na ten moment.
Moja córka urodziła bliźniaki. Przez pierwsze kilka dni sama prosiła mnie jak i innych krewnych, abyśmy nie przychodzili i nie zaburzali im spokoju, ale wszyscy to rozumieliśmy. Po porodzie pewnie jedyne, czego kobieta potrzebuje, to spokoju.
Minął kolejny miesiąc. Tym razem to zięć nie chce nas widzieć u siebie, mówiąc, że tylko przyniesiemy bakterie i wirusy, przez co dziecko się rozchoruje. Ja jednak się z tym nie zgadzam – jestem zdrowym mężczyzną, rzadko choruję, więc naprawdę jest małe prawdopodobieństwo, abym mógł czymś zarazić dzieci. Rozmawiałem o tym z moją córką, a ale ona powiedziała, że jej mąż ma rację i takie spotkanie jest po prostu niebezpieczne dla dziecka.
Zięć albo jest głupi, albo naprawdę tak uważa, albo robi na złość, nie wiem… OK, to zrozumiałe, małe dzieci szybko coś łapią i chorują, ale to normalne, muszą po prostu nabyć odporność. Uważam więc, że to bardzo niegrzeczne nie pozwalać rodzinie widzieć się z dzieckiem. Też chcę zobaczyć wnuki, pobawić się z nimi, ale nie – zięć na to nie pozwala!



