Pozdrowienia od Żony – Kochanie, odbierzesz mnie z pracy? – z nadzieją zapytała Żenia, dzwoniąc do …

10 maja

Kochany pamiętniku,

Dzisiaj był jeden z tych dni, kiedy w drodze powrotnej z pracy narastało we mnie zmęczenie, więc zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do Andrzeja, mojego męża, z nadzieją, że odbierze mnie spod restauracji w centrum Warszawy.

Andrzej, mógłbyś po mnie podjechać? spytałam z cichą nadzieją w głosie.

Nie mam czasu urwał krótko. W tle słyszałam szum telewizora. Już wiedziałam, że nie miał żadnego pilnego zajęcia. Znowu siedział w domu, pewnie oglądając mecz.

Łzy stanęły mi w oczach. Jeszcze nie tak dawno wydawało mi się, że jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Minęło raptem pół roku, a mam wrażenie, że mój świat się zawalił. Przecież nie zmieniłam się aż tak bardzo: ćwiczę, dbam o siebie, gotuję jak najlepsza kucharka (w końcu szefowa kuchni w znanej restauracji zobowiązuje!). Nie wymagam od niego pieniędzy, nigdy nie robię awantur, zawsze staram się spełniać jego prośby…

Za bardzo mu się podkładasz wzdychała mama, kiedy opowiadałam jej o tym wszystkim przez telefon. Facetowi nie można na wszystko pozwalać.

Tylko uśmiechałam się do niej bezsilnie. Ale ja go kocham, mamo. I wierzę, że on też…

******************************

Nie mogłam spać. W końcu ciekawość wzięła górę i zajrzałam do historii przeglądarki na komputerze. Domyśliłam się, że Andrzej od dawna spędza wieczory na portalach randkowych. Pisał do wielu kobiet na raz! Łudził się, że tego nie zauważę?

Dlaczego nie mógł po prostu porozmawiać? Przecież mogłam zrozumieć i odejść sama. Po co tak męczyć siebie i mnie? pytałam sama siebie. Decyzja zapadła: rozwód.

Ale nie chciałam, żeby wszystko skończyło się tak szybko. Poczułam, że muszę pokazać mu, jak to jest. Chciałabym, żeby poczuł odrobinę tej goryczy, którą ja czuję.

Wieczorem założyłam konto na tym samym portalu, korzystając ze zdjęcia jakiejś ślicznej dziewczyny, które znalazłam w internecie i trochę poprawiłam w programie graficznym. Napisałam do niego pierwsza. Odpisał niemal natychmiast.

Nasza korespondencja była zabawna i smutna jednocześnie Andrzej przedstawiał się jako kawaler, gotowy na poważny związek i dzieci, szczycił się cudownym charakterem, aż śmiałam się przez łzy. Przecież wiem, jaki potrafi być uparty i humorzasty!

Spotkajmy się napisałam po kilku dniach flirtu.

Jasne! odpisał z entuzjazmem. Tylko wiesz, obecnie mieszka u mnie siostra, przygotowuje się do matury, więc proponuję hotel.

Z trudem powstrzymałam śmiech. Zaskakujące, jak łatwo przyszło mu zaprosić „nieznajomą” do hotelu! Ale ta sytuacja działała na moją korzyść.

Zamiast hotelu, zapraszam do siebie. Mam dom pod Warszawą, mieszkam sama. Na pewno nikt nam nie przeszkodzi.

Andrzej połknął haczyk jak dziecko.

Super! Podaj adres i godzinę! Przylecę na skrzydłach miłości.

Ulica Lipowa 25, dziesiąta wieczorem. Pasuje?

Oczywiście! Czekaj na mnie!

Około dziewiątej nagle zrobił się bardzo zajęty. Udał, że coś pilnego pojawiło się „w pracy”. Zaczął szukać kluczyków od samochodu, aż w końcu zapytał, czy ich nie widziałam. Kłamałam jak z nut:

Były chyba na komodzie. Może kot je sturlał pod szafę?

Dobra, wezwę taksówkę. Nie czekaj na mnie, idź spać.

Nie czekałam, trudno. Spakowałam swoje rzeczy, bo na szczęście miałam mieszkanie po babci. Na stole zostawiłam tylko jedno pozew o rozwód, położony w samym centrum salonu.

Andrzej wrócił dopiero o świcie, zły jak osa. Nie dość, że cała podróż trwała strasznie długo, to jeszcze zamiast pięknej dziewczyny, jak na zdjęciach, drzwi otworzyła mu korpulentna pani w prześwitującym szlafroku. Chyba do końca życia nie zapomni tego widoku!

W końcu musiał uciekać taksówką, czekając na nią przemarznięty do szpiku kości. Kierowca najwyraźniej też nie znał Warszawy, bo przez pół godziny kręcili się po jakichś dziwnych ulicach.

Wrócił do pustego mieszkania i zobaczył na stole mój pozew oraz czerwone serduszko namalowane szminką.

Ta słodka, polska zemstaDługo patrzyłam na ekran telefonu, czekając na wiadomość lub chociaż próbę telefonu. Przyszła tylko krótka notatka: Wytłumaczysz mi to?. Nie odpisałam. Westchnęłam, czując pierwszy raz od miesięcy coś na kształt wolności.

Wyszłam na balkon, wciągając świeże, chłodne powietrze powiew przypominał mi smak nowych początków. Ze śmiechem i odrobiną drżenia obejrzałam się za siebie, by po raz ostatni spojrzeć na to wszystko, co już nie było moje. Byłam gotowa obudzić się znów dla siebie i tylko dla siebie.

Pomyślałam, że dziś wreszcie mogę zjeść śniadanie na mieście, nie tłumaczyć się nikomu z powrotu po północy, zasypiać w ciszy, której nie trzeba się już bać. Ten rozdział właśnie się kończył, a ja po raz pierwszy od dawna byłam autorką własnej historii.

Z delikatnym uśmiechem napisałam do mamy: Masz rację, mamo. Najlepszy czas na zmianę to teraz.

I zamknęłam drzwi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 2 =

Pozdrowienia od Żony – Kochanie, odbierzesz mnie z pracy? – z nadzieją zapytała Żenia, dzwoniąc do …