Moja żona razem ze swoją siostrą trafiły do szpitala w tym samym czasie. Jeśli chodzi o mnie oraz o moją żonę, to bardzo długo staraliśmy się o dziecko, ale w końcu nam się udało i Aneta zaszła w ciążę. Jej siostra była jej całkowitym przeciwieństwem – nieroztropna, nieodpowiedzialna, niedawno skończyła siedemnaście lat, więc była to nastoletnia ciąża. Wszystkim tych zaskoczyła i nikt nie spodziewał się, że Julia zostanie matką w tak młodym wieku. Żona starała się wspierać siostrę jak tylko potrafiła i powtarzała, że na pewno będzie świetną matką, jednak ona nie reagowała na to zbyt pozytywnie. Chyba nawet sobie nie zdawała sprawy co do tego, w jakiej sytuacji się znalazła.
Obie rodziły niemal w tym samym czasie i do tego na dwóch sąsiadujących ze sobą salach porodowych. Mieszkamy w małej miejscowości, w której znajduje się jedyny szpital, ale w którym pracują świetni lekarze, dlatego poród żony odbył się bez żadnych komplikacji. Moja żona urodziła synka – był grzeczny, nawet nie płakał, tylko nieśmiało sobie gaworzył.
Tuż po żonie urodziła jej siostra. Jej syn tuż po porodzie krzyczał tak głośno, że obudził prawie cały oddział. Swoją drogą, narodziny obu chłopców w praktycznie tym samym czasie były dla wszystkich zaskakujące, tym bardziej, że żona miała wyznaczony termin porodu na dwa tygodnie później niż jej siostra.
Po porodzie siostra mojej żony stała się bardzo wycofana, nie chciała rozmawiać ani zajmować się dzieckiem. Nie miała także ochoty nikogo widzieć, tylko leżała, patrząc w jeden punkt. Kilka dni później lekarz prowadzący Julii poinformował nas, że siostra rozmawiała z nim i powiedziała, że chce oddać swojego syna do domu dziecka. Długo rozmawialiśmy o tym z żoną i wspólnie zdecydowaliśmy się wziąć pod opiekę także synka Julii. Kiedy żona została wypisana ze szpitala, lekarze żartowali: „urodziła jedno dziecko, a wychodzi z dwójką!”.
Oboje jesteśmy przekonani o tym, że postąpiliśmy słusznie i pewnie sporo osób na naszym miejscu zachowałaby się podobnie. Jednak nie mogę spojrzeć w oczy siostrze Anety i naprawdę zupełnie jej nie rozumiem. Jak mogła tak porzucić swoje dziecko? Myślałem, że ta sytuacja czegoś ją nauczy i zmądrzeje, ale ona znów umawia się na randki i imprezuje, a my z żoną zajmujemy się dziećmi. Tylko patrzeć, jak Julia znowu zajdzie w ciążę!

