Byliśmy na wyjeździe niedawno, po prostu postanowiliśmy spędzić nasz weekend w Paryżu. Szczególnie podobała nam się cena biletów, która była bardzo niska, a ja i moja żona nie byliśmy w stolicy Francji od ponad dziesięciu lat, więc chcieliśmy odświeżyć sobie to, co przeżyliśmy wcześniej. Powinniśmy być ostrożni, jeśli chodzi o niską cenę lotu, ale uznaliśmy to za coś atrakcyjnego.
Przyjechaliśmy do Paryża, wsiedliśmy do pociągu, który zawiózł nas do centrum miasta i tam przeżyliśmy pierwszy szok: oprócz tego, że na dworcu wszędzie walały się śmieci, nie było tam ani jednego białego Francuza! Byliśmy pod ogromnym wrażeniem!
Z czasem było jeszcze gorzej. Poszliśmy do bazyliki Sacre-Coeur, co było błędem, bo tam sytuacja była jeszcze trudniejsza. Aby zobaczyć główne zabytki Paryża, zdecydowaliśmy się na metro. Tam zauważyliśmy, że ja i moja żona byliśmy jedynymi białymi ludźmi w wagonie. To było po przerwie obiadowej, w piątek!
Teren wokół Luwru, który kiedyś był pełen turystów i gapiów, teraz jest opustoszały, ale wszędzie, gdzie się spojrzy, widać uzbrojone patrole. Cały czas Cię obserwują i nie zdejmują palca ze spustu. Ciekawostką jest to, że nie są to zwykli policjanci, ale żołnierze w pełnym umundurowaniu. Jak rozumiemy, od około roku w stolicy Francji, panuje wzmożona kontrola.
Na ulicach Paryża można zobaczyć wielu migrantów, wiele sklepów, których właściciele są uchodźcami. Skąd oni wszyscy pochodzą? W pobliżu wieży Eiffla, nie ma ani jednej żywej duszy. Z pewnością wszyscy są sprawdzani, oprócz całkowicie muzułmańskich kobiet, które są zamknięte. Można to nazwać selektywnością na sposób francuski. W okolicy wieży pełno jest dziwnych afrykańskich handlarzy, arabskich kieszonkowców, żebraków z całego świata i kieszonkowców.
Policja nie jest pomocna i przymyka oko na wszystko, nawet na powtarzające się gwałty migrantów na Francuzkach. Można odnieść wrażenie, że w Paryżu stało się to normą. Zaproponowaliśmy naszym przyjaciołom, żebyśmy zrobili sobie piknik w centrum, ale oni powiedzieli, że wolą siedzieć w restauracji, bo pikniki mogą nie być bezpieczne.
Największym przeżyciem była dla nas wizyta w małej, przytulnej kawiarence, gdzie chcieliśmy wypić lampkę wina, ale „Francuz” o wyglądzie Algierczyka ze złością powiedział nam, że nie zamierza sprzedawać tego napoju w swoim kraju i przeklinał przeklętych chrześcijan! Oczywiście postanowiliśmy wrócić do naszego hotelu. Po tym wszystkim, co zobaczyliśmy, chcieliśmy już pędzić do domu, mimo że przed nami był jeszcze jeden dzień.
To było straszne. Mogę sobie wyobrazić, co się dzieje w Marsylii czy Calais, gdzie migranci już ustanowili i nadal ustanawiają swoje zasady i prawa. Wygląda na to, że we Francji za chwilę wybuchnie konflikt, dlatego odradzam wyjazd w to miejsce. Żegnaj więc ukochana Francjo! Mam nadzieję, że w Polsce nigdy nie powstanie coś takiego!



