Zmęczona Gosia spieszyła się z treningu do domu, gdy zatrzymał ją krzyk starszej sąsiadki:
– Córko, pomóż mi…
Gosia podeszła do ławki, na której siedziała kobieta. „Pewnie znowu poprosi mnie o noszenie toreb” – błysnęła myśl. Ale obok niej nie było żadnych toreb. Sąsiadka szybko wcisnęła jej w ręce chudego, niechlujnego kociaka.
– Zabierz go. Wnuki przyniosły, a ja go nie potrzebuję. Zabierz go gdzieś indziej. I nie pozwól dzieciom go znaleźć. W przeciwnym razie przyniosą go z powrotem.
Powiedziała to i natychmiast zniknęła na klatce schodowej. Gosia w zamyśleniu spojrzała na kocie dziecko. Nie chciała się nigdzie ruszać i zrobiło jej się żal kota. Spojrzał ufnie w jej twarz i mruknął łagodnie.
– Dobra, wezmę go do domu i zobaczymy – pomyślała i podeszła do drzwi.
Mama oczywiście nie była zadowolona. W jej schludnym mieszkaniu brakowało tylko tak brzydkiego kota. Ojciec, który interesował się piłką nożną, taktownie milczał.
– Nie chcę go tutaj, dlaczego w ogóle wzięłaś go od sąsiadki? Ona była dobra i teraz swoją opiekuńczość przekazała wnukom… – matka ze złością upomniała Gosię.
Kotek siedział cicho w jej ramionach i słuchał uważnie. Głośna kobieta gotowała tak dobrze, że aż dudniło mu w brzuszku i zakręciło się w głowie. Wyciągnął łapy w jej kierunku i powiedział nieśmiało:
– Miau…
To „miau” brzmiało dokładnie jak „mama”. Kobieta zbladła i z wahaniem zabrała kociaka od Gosi. A nieszczęsne zwierzątko, które tylko przechodziło z rąk do rąk, nagle przytuliło się do niej, zamknęło oczy i westchnęło z zadowoleniem.
– Rozbierz się. Idź na obiad. – matka powiedziała do córki i zaniosła kociaka do kuchni.
– To Twoje jedzenie. Trzymaj łapy z daleka od stołu!!!
Odgłosy delikatnego skubania, głowa drżąca z zachłanności… Kociak jadł tak, jakby bał się, że nie zdąży… Jakby miał ograniczony czas, a jego los zależał od tego, czy zdąży zjeść to, co mu podano.
Gosia zobaczyła wyraz twarzy matki i cofnęła się. Była tu zdecydowanie zbędna i próbowała pospiesznie oddalić się do swojego pokoju. Kotka poradziłaby sobie z matką bez niej, ona już rozkochała w sobie kobietę.
Jej ojciec mrugnął do Gosi i kontynuował oglądanie telewizji.
Rok później kot Walet w niczym nie przypominał tamtego uciekiniera. Matka codziennie składała „hołd” swojemu zdobywcy. Z jedzeniem, troską i miłością.
Co jakiś czas sąsiadka przychodziła po sól i patrzyła na niego ze słabo skrywaną zazdrością.
– To taki piękny kot! Skąd go macie?
Wciąż nie poznawała w nim tamtego brzydkiego kota.



