Córkę odwiedzam tylko w święta, często z prezentami dla wnuków. Są jeszcze mali – najstarszy ma zaledwie pięć lat, a najmłodszy dwa – ale tak samo lubią dostawać prezenty.
Kiedy wpadłam do nich po Nowym Roku, pierwsze słowa pięcioletniego Eryka brzmiały:
– Babciu, daj mi prezenty!
Dzieci otrzymały prezenty, stół był już prawie nakryty, ruszyłam w stronę kuchni, aby pomóc córce dokończyć podawanie posiłków, ale usłyszałam, że ona i zięć kłócą się w kuchni. Nie było to nic nadzwyczajnego, ale nieprzyjemnie było tego słuchać. Nagle Eryk złapał mnie za ramię.
– Puść mnie – poprosiłam czule. – Chcę pomóc mamie.
– Ona nie potrzebuje pomocy – zaśmiał się chłopiec.
– Potrzebuje, bo kłóci się z Twoim ojcem. To musi się skończyć.
Eryk skrzywił się, jakbym powiedziała coś bardzo przykrego, oderwał rękę i wgramolił się pod stół.
– Nie idź tam – powiedział surowo swoim słodkim, dziecięcym głosikiem – bo wezmę ten piękny talerz, rozbiję go i powiem, że to Twoja sprawka! Zostaniesz wyrzucona!
W ten sposób mały wnuczek „ustawił mnie do pionu”. Jest to trochę zabawne z powodu dziecięcego sprytu, ale bardziej przerażające. Czy zrobiłam coś, co zasługuje na taką postawę? Chciałam zrobić dobry uczynek, ugasić kłótnię, rozweselić wszystkich, a wnuczek tak się zachował. Czy myśli, że skoro dostał prezenty, to teraz może być niegrzeczny?
Co się stanie, gdy skończy dziesięć lat? A co będzie z piętnastoma? W jaki sposób będzie mi wtedy grozić?



